Jak skończyć z restrykcjami? To bardzo trudne wyrwać się z błędnego koła diet, w którym odmawiamy sobie wszystkiego, a potem objadamy się ze zmęczenia, frustracji, napięcia. Często to, co na zewnątrz wygląda jak forma życia, okupione jest okrutnym traktowaniem samej siebie. Dobrze wie o tym Ewa, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania, która przeszła w swoim życiu przez wiele lat restrykcji i morderczych treningów. Jak skończyła z restrykcjami i zbudowała dobrą relację z ciałem i jedzeniem? Opowiada o tym w wywiadzie.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Magdalena Hajkiewicz-Mielniczuk: Rozmowy z uczestniczkami Kursu Skutecznego Odchudzania zwykle zaczynam od pytania, skąd diety wzięły się w ich życiu. Ciebie muszę jednak zapytać najpierw o Twój tatuaż. Co symbolizuje? 

Ewa: Wytatuowałam sobie falę pod prawą kostką. Motyw wody jest dla mnie ważny, szczególnie od momentu przemiany. Wierzę, że nie da się pokonać fali, ale można nauczyć się surfować. I ja właśnie tego się uczę - w emocjach, jedzeniu. Ten tatuaż to było zamknięcie rozdziału detoksów, liczenia kalorii, diet. Przypomina mi też o drodze, którą przeszłam. 

M: Symbolika Twojego tatuażu bardzo mnie porusza. Zapraszam Cię na wspólne surfowanie, aby domknąć ten rozdział Twojego życia. Kiedy zaczęłaś się odchudzać? 

Jak skończyć z restrykcjami

E: Jakieś 15 lat temu, będąc jeszcze w podstawówce. Byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Nie przejmowałam się tym, co jem, bo dużo się ruszałam. Trenowałam pływanie i taniec towarzyski, więc tego ruchu było bardzo dużo. Już wtedy zaczęłam się jednak porównywać do innych dziewczynek. Zakodowałam sobie w głowie, że wyglądam inaczej, a nie pomyślałam, że szersze barki wynikają z pływania. Myślałam, że we mnie jest jakiś problem, że za dużo jem. Kiedy teraz patrzę na swoje zdjęcia z tamtego czasu, to widzę, że byłam wręcz drobna. Mnie wydawało się jednak, że jestem gruba. W klasach 4-6 zaczęłam świadomie wykluczać “zakazane” produkty, jak ziemniaki czy chleb. Ograniczałam jedzenie od poniedziałku do piątku, a w weekend jadłam pod korek, wszystko co było “zakazane”, słodkie, tłuste. W gimnazjum usłyszałam pierwszy przykry komentarz na temat mojego wyglądu. To było na wf, podczas ćwiczeń rozciągających, które wykonywałam bez problemu. Jedna z dziewczyn powiedziała, że nic dziwnego, skoro mam takie grube nogi. Wtedy dostałam potwierdzenie, że coś jest ze mną nie tak. Zaczęłam ściśle kontrolować jedzenie i krytycznie podchodzić do tego, jak wyglądam. Jednocześnie nie miałam wiedzy o żywieniu ani o tym, jak zmienia się ciało kobiety w okresie dojrzewania. W szkole nie mieliśmy lekcji na ten temat. 

M: Ja też nie mogę sobie przypomnieć takich lekcji ze szkoły, a myślę o tym, ilu problemów dałoby się uniknąć, gdyby ta wiedza była przekazana. Ilu moim pacjentom mogłoby to oszczędzić cierpień. 

E: Może moja historia też wyglądałaby inaczej, gdyby ktoś powiedział mi, że jak trenujesz, to musisz zwiększyć kaloryczność diety, a ciało ulega zmianom w wyniku dojrzewania. Tymczasem nic nie wiedziałam o dbaniu o siebie.

M: To jest krzywda, którą wyrządza się dziewczynom, nie dając im wiedzy o tym, jak zmieni się ich ciało. A jeżeli nie wytłumaczy się nam tego, co się z nami dzieje, to będziemy to interpretować na chybił trafił - np. obwiniając siebie o całkowicie naturalne zmiany. W takim newralgicznym momencie byłoby nam o wiele łatwiej, gdybyśmy wiedziały, czego się spodziewać. Ja podobnie do Ciebie wspominam gimnazjum jako trudny czas pod tym względem. 

E: Podejmowałam też wtedy próby odchudzania suplementami. Brałam tabletki na usunięcie wody z organizmu, przechodziłam na kolejne diety. W liceum moja relacja z jedzeniem i ciałem jeszcze bardziej się pogorszyła. Chodziłam do szkoły z internatem, miałam więcej nauki i mniej czasu na ruch. Przybrałam trochę na wadze, ale w mojej głowie wyglądałam strasznie. Gdy dzisiaj patrzę na zdjęcia z tamtego okresu zupełnie inaczej postrzegam siebie. Miałam normalne, kobiece ciało. Dzięki niemu mogłam zajmować 1. miejsce w zawodach pływackich i pokonywać chłopaków na torze. W domu od zawsze słyszałam komentarze na temat mojego wyglądu i nabrałam przekonania, że moja wartość się na nim opiera. Każdy dodatkowy kilogram był udręką. Dlatego trudne były dla mnie słowa babci: “ciebie tam w tym internacie dobrze karmią, nie?”. Jedzenie było moim pocieszycielem, bo bycie z daleka od domu, to był duży stres. Cały czas męczyłam się na różnych dietach od-do. Planowałam diety od poniedziałku, mówiłam sobie, że wezmę się za siebie, jak będe mieć mniej nauki itd.

Jak skończyć z restrykcjami

M: Czy to było trochę tak, że Twoje życie trochę krążyło wokół jedzenia i wyglądu?

E: Tak. To nie była jeszcze obsesja, która narodziła się później, ale te myśli były obecne cały czas. Nieustannie porównywałam się z innymi, a kompleks grubych nóg długo ze mną pozostał. Potem były studia i sporo nowych wyzwań. Nie zdałam 1. roku i nie mogłam go powtarzać. Studiowałam filologię szwedzką i bardzo mi na tym zależało. Dlatego postanowiłam wyjechać na rok, żeby szlifować język i wrócić po roku na studia. Tak niestety się nie stało, bo zmienili punktację podczas rekrutacji. Znowu nie mogłam wrócić na studia do Krakowa, ale okazało się, że jest możliwość studiowania na SWPS w Warszawie. To było dla mnie trudne, wyprowadzka na rok do Szwecji, potem przeprowadzka do Warszawy. Dużo rzeczy z przeszłości dawało też o sobie znać. Jedzenie stało się dla mnie takim miłym momentem w ciągu dnia, czymś, co poprawia mi nastrój, daje pocieszenie. Kiedy teraz patrzę na swoje stare zdjęcia to widzę, że wyglądałam normalnie. Nie mam ich zbyt wielu, bardzo się sobie nie podobałam i nie chciałam, żeby robiono mi zdjęcia. Te nieliczne pokazują jednak, jaka byłam zmęczona ciągłym zastanawianiem się nad moją figurą, trzymaniem diet i nawarstwiającymi się problemami.

M: Dlatego tak trudno rozstać się z jedzeniem, kiedy pełni tyle różnych funkcji. Jeżeli daje nam poczucie bezpieczeństwa, to jak mamy sobie to odebrać w trudnych momentach życiowych? Mówienie komuś “po prostu nie jedz, jak nie chcesz, co to za problem?” jest bez sensu. To nie jest takie proste.

Jak skończyć z restrykcjami

E: To jest naprawdę ciężkie. Już na magisterce w Krakowie wróciły myśli o “braniu się za siebie”, bo wydawało mi się, że przytyłam. Miałam wielką motywację do zmian i co zrobiłam? Przeszłam na post Dąbrowskiej. Wtedy zaczęły się napady kompulsywnego jedzenia, bo byłam tak głodna i zmęczona, że mój organizm wręcz wołał o jedzenie. Uznałam, że to nie dla mnie, więc zaczęłam szukać dalej - może dieta 1500 kcal? Nadal byłam jednak aktywna, trenowałam crossfit 4 razy w tygodniu, do tego pracowałam i studiowałam. Cały czas sztywno trzymałam się limitu kalorii, ale wciąż wracały napady objadania, bo tak nie dało się żyć. Miałam wyrzuty sumienia, myśli, że jestem słaba, bo nie potrafię nawet diety utrzymać. Po napadzie kolejnego dnia obcinałam kalorie albo ćwiczyłam za karę. Wszystko kręciło się wokół poczucia winy, kompensacji, odmawiania sobie. Byłam permanentnie wkurzona, zestresowana, nie miałam na nic siły, nie mogłam na niczym się skupić. Wtedy jeszcze bardziej zafiksowałam się na temacie jedzenia i wyglądu. Nie patrzyłam na moje ciało przez pryzmat tego, że umożliwia mi ruch, uprawianie sportu czy doświadczanie przeróżnych rzeczy. Cały czas męczyłam je dietami, nadmiernym ruchem i nie akceptowałam u siebie żadnych niedoskonałości. Niemalże bez przerwy myślałam też o tym, co mogę zjeść. Jadłam posiłek i myślałam, co zjem na kolejny, bo już byłam głodna. To nie był głód fizjologiczny, tylko psychiczny, ciągłe nienajedzenie. 

M: Takie psychiczne ssanie, ciągła obecność jedzenia z tyłu głowy?

E: Tak, nie mogłam uciszyć tych myśli. One zagłuszały też dobre doświadczenia. Polecieliśmy całą rodziną do Meksyku na ślub mojej siostry. Tam też wszystko kręciło się wokół jedzenia. Jadłam bez ograniczeń, totalnie popłynęłam. To nie byłoby nic złego, ale jak wróciłam do Polski, to złapałam się za głowę. Teraz, jak oglądam zdjęcia, to nie widzę, żebym miała nadwagę. Wtedy wydawało mi się, że jestem grubsza niż moja siostra, mama. Miałam wyrzuty sumienia, że jem więcej niż mój tata. 

M: Myślisz, że ten zakrzywiony obraz siebie powodował to ciągłe napięcie? 

E: Myślę, że tak było. Po powrocie z Meksyku znowu był czas na “branie się za siebie”. Crossfit, kontrolowanie jedzenia, karanie się. Ale ciągle byłam też zmęczona, miałam dość. Zaczęło do mnie docierać, że coś jest nie tak, dlatego zgłosiłam się do psychodietetyka. Przy wzroście 165 cm ważyłam wtedy 67 kg, ale miałam sporo mięśni. Chciałam uporządkować swoje relacje z jedzeniem, móc wyjść ze znajomymi i zjeść coś bez myślenia, ile to ma kalorii. Poprawa sylwetki i utrata kg miała być efektem tego uporządkowania. Byłam w szoku, gdy psychodietetyczka zaproponowała mi dietę 2000 kcal. Nie mogłam uwierzyć, że przy takiej kaloryczności schudnę. Powiedziała, że najpierw muszę odbudować to, co zniszczyły restrykcje. Ta dieta była dopasowana do mnie, zaczęłam od małego deficytu. Dostałam w rozpisce brownie, naleśniki, krewetki - nie mogłam uwierzyć, że na diecie nie trzeba w kółko jeść sałaty. Wtedy w końcu zaczęłam się czuć dobrze, byłam nasycona po posiłku, miałam energię na trening. Przestałam ciągle myśleć o jedzeniu. Po tych początkowych sukcesach zaczęłyśmy coraz bardziej redukować kaloryczność i doszłam do formy życia - 60 kg - ale przez pot i łzy. Miałam wtedy bardzo dużo obowiązków, a nadal przygotowywałam sobie jedzenie z rozpiski. Towarzyszyły mi też napady jedzenia. Wciąż chciałam ciąć kalorie. Wciąż bałam się, że przytyję. Wciąż dowalałam sobie treningami. Wciąż uważałam, że moje uda są za grube. Swoje poczucie wartości uzależniałam od tego, co powiedzą o mnie inni. Po raz pierwszy pojawiło się jednak szukanie przyczyn, dlaczego tak jest? Skąd biorą się te kompulsje, te negatywne emocje, karanie siebie?

Jak skończyć z restrykcjami

M: Czyli pojawiła się autorefleksja. Do czego doszłaś w toku tych przemyśleń?  

E: Wtedy jeszcze do niczego konkretnego, bo znowu wkręciłam się w błędne koło diet. Bardzo się stresowałam, że jak stanę na wadze w gabinecie dietetyczki, to okaże się, że przytyłam przez te kompulsje. Lubiłam rozpiski, które mi przygotowywała, ale bałam się, że jak będę jeść coś innego, to na pewno nie schudnę. Jak jechałam na weekend do domu, to gotowałam sobie posiłek, żebym czasem nie zjadła czegoś “zakazanego”. Nie wychodziłam ze znajomymi na miasto, żeby coś zjeść, a jak już musiałam, to sprawdzałam wcześniej kaloryczność posiłków. Bardzo przejmowałam się też makro. Proporcje pomiędzy składnikami musiały być idealne, bo jak coś było zachwiane, to świat walił mi się na głowę. Myślę, że to były początki ortoreksji. W tamtym czasie wstawałam o 5:00 żeby zrobić trening przed moją główną pracą, szłam do pracy, jak nie miałam dodatkowych treningów, to leciałam na sauny i tam pracowałam do 23:00. Cały ten czas na nogach, na redukcji. Napady się nie skończyły i w listopadzie 2019 przytyłam 4 kg. To była dla mnie tragedia. 

M: Brzmi jak coś, co nie mogło się udać na dłuższą metę. Ogromny wysiłek, mnóstwo wyrzeczeń, standardów i kar. To musiał być dla Ciebie bardzo trudny czas.

E: Wtedy właściwie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jakiś czas potem leciałyśmy z moją przyjaciółką na Madagaskar. Przygoda życia, ale w mojej głowie była tylko myśl, że muszę tam schudnąć. Z tej podróży wróciłam wycieńczona, w ogóle nie czułam satysfakcji i radości. Jakiekolwiek zdjęcie z tej podróży dodałam na media społecznościowe prawie rok po powrocie do Polski. Powód? Bałam się, że ktoś zwróci uwagę na moje „grube ramiona”. Nie liczyło się to, że chcę się podzielić moimi doświadczeniami. „Najważniejszy” był wygląd i lęk przed negatywną oceną.

Jak skończyć z restrykcjami

To był 2020 rok. Pamiętam, jak mój kuzyn chciał zaprosić nas na wesele, a mi żaden termin nie pasował, bo miałam “coś ważnego”, a tym “czymś ważnym” był trening. Wtedy dotarło do mnie, że źle ze mną. Zapytałam siebie, co robię z własnym życiem. Co takiego by się stało, gdybym odpuściła trening? Tymczasem nie mogłam tego zrobić, nie potrafiłam odpuścić kontroli jedzenia, wciąż odczuwałam poczucie winy. Jedzenie i treningi mnie kontrolowały - nie odwrotnie. W lutym albo w marcu 2020 trafiłam na Ciebie, już nie pamiętam jak, ale się śmieję, że jak uczeń jest  gotowy, to nauczyciel się pojawia. Pamiętam, że najpierw trafiłam na Twój webinar “Emocjonalne przyczyny otyłości”. Kiedy go obejrzałam, to poczułam, że chcę wiedzieć więcej, chcę to zgłębić. Mówiłaś wtedy też o Kursie Skutecznego Odchudzania, weszłam na stronę i stwierdziłam, że idę w to. Czułam, że to jest to, czego mi trzeba. W marcu zaczął się Kurs. 

M: Tak, pandemiczna edycja. 

E: Z tamtego okresu pamiętam, że nie przejmowałam się tym, że jest pandemia i ludzie umierają, tylko tym, że zamkną siłownie, nie będę mogła trenować i biegać. A wtedy na pewno przytyję i świat się zawali. Każdy kolejny tydzień Kursu, to było nowe odkrycie. Zdobyłam wiedzę o żywieniu i psychologii, o których wcześniej nie miałam większego pojęcia. Wiele tych treści to było dla mnie olśnienie. Powoli zaczęłam tworzyć wokół siebie taką bańkę dobrego kontentu. Takie racjonalne przekazy były odświeżające. Poszerzałam też moją granicę tolerancji. Już któryś miesiąc jadłam tylko to, co miałam rozpisane w diecie, bo się bałam, że inaczej przytyję. Pod wpływem Kursu postanowiłam kupić e-booki i spróbować ugotować i zjeść coś innego. Teraz się z tego trochę śmieję, ale wtedy naprawdę bałam się zaufać sobie, mojej intuicji i popłynąć na tej fali. Spróbowałam to zrobić i nic się nie stało. Wszystko było ok. Kurs pomógł mi uporządkować wiedzę dietetyczną i zbudować to, nad czym chcę pracować dalej na terapii. Zaczęłam w maju. Dopiero podczas terapii doszłam do tego, że ja mam w dupie diety, odchudzanie, czystą michę. Ja chcę mieć zasoby na terapię, żeby ruszyć z tymi trudnymi tematami, których wcześniej nie ruszałam, bo ciągle myślałam o jedzeniu. Stwierdziłam, że to walę, chcę być zdrowa i nie ważne czy zgrubnę, czy schudnę. Zaczęłam jeść intuicyjnie, przestałam liczyć kalorie. Wcześniej nie byłam w stanie wypić kawy z mlekiem, bo to “zbędne” kalorie, kompotu w domu, bo ma cukier. Teraz, jak mam ochotę na drożdżówkę, to ją jem. Poza tym, że zaczęłam jeść więcej, to ucięłam treningi.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

M: To niesamowite, że sobie na to pozwoliłaś. Jak tego dokonałaś?

E: To było nawet trudniejsze niż porzucenie rozpiski. Katowałam się i karałam treningami. To był sposób ucieczki od moich problemów. Trenowałam 6 razy w tygodniu, a w niedzielę i tak miałam wyrzuty sumienia, że odpoczywam. Pamiętam, że napisałam do mojej trenerki, że ja nie mam siły iść na spacer, a co dopiero podnosić ciężary. Było mi bardzo trudno to zostawić, ale się udało.

M: Ty to zrobiłaś Ewa, a nie “się udało”.

E: Tak, zrobiłam to. Jak odrzuciłam restrykcje i ćwiczenia, to zalała mnie fala problemów, od których uciekałam. To było mega ciężkie, bo pojawiły się napady paniki, epizody depresyjne. Kompulsywne jedzenie to był tylko wierzchołek góry lodowej. A w środku była przeszłość, potrzeba bliskości. Zobaczyłam jak bardzo potrzebuję ludzi. Przez te wszystkie lata myślałam, że sobie ze wszystkim poradzę sama. A tak naprawdę czułam się mega samotna. W grudniu było mi już bardzo ciężko, więc postanowiłam skorzystać z farmakoterapii. Bałam się tego, bo myślałam, że przecież jeszcze nie jest tak źle. Ale to była wielka ulga, wszystko ruszyło do przodu. Dzięki KSO, terapii, lekom - nie sądziłam, że mogę być w tym miejscu, w którym jestem teraz. Nie myślę o jedzeniu, o tym ile zjem. Cieszę się posiłkami z rodziną, mogę wychodzić na jedzenie ze znajomymi. Dla mnie też było odkrywcze, że KSO ma odchudzanie tylko w nazwie. W tym kursie nie chodzi o dietę, tylko spojrzenie na swoje granice, emocje, stres, w swoje wnętrze. Zwrócenie się ku sobie, wzięcie odpowiedzialności za siebie. Zrozumienie, że mamy realną władzę i kontrolę nad swoim życiem. Bardzo pomogła mi grupa wsparcia w Kursie. To było świetne, jak pisało się tam o swoich małych sukcesach. Nadal mam na telefonie folder ze screenami swoich sukcesów. Jak pojawiają się myśli o cięciu kalorii albo treningu, bo zjadłam za dużo, to wchodzę w ten folder i patrzę na to, co sama pisałam na grupie. Chcę patrzeć na piękno wewnętrzne, a nie tylko skupiać się na tym, co na zewnątrz.

kurs skutecznego odchudzania

Moje małe, wielkie sukcesy 😊

M: Widać tę ogromną zmianę w Tobie. Nauczyłaś się utrzymywać na tej fali i to jest powód do dumy. Co powiedziałabyś sobie z przeszłości albo osobom, które czują się kontrolowane przez jedzenie i treningi?

Jak skończyć z restrykcjami

E: Żeby zaufać sobie, swojej intuicji, jeść i tyle nie ćwiczyć. Wierzę, że w głębi duszy wiemy, co mamy robić: wejść na tę falę i nie bać się. Bardzo długo zajęło mi, aby dojść do tego momentu, w którym jestem teraz. Jeszcze kilka lat temu nawet nie śniłabym o tym, że wrzucę swój „normalny” brzuch do Internetu. Jestem dumna z tej przemiany, która we mnie zaszła. Szanuję swoje ciało i jestem mu wdzięczna, bo wiele ze mną przeszło: głodówki, mordercze treningi, objadanie się. Kiedy teraz patrzę na swoje ciało, to widzę coś więcej niż tylko wygląd: dzięki niemu mogę odkrywać świat, osiągać cele, doskonalić się i czerpać radość z życia. Kiedy się odchudzałam, to traktowałam swoje ciało, jako największego wroga. Teraz jest moim przyjacielem, dlatego dbam o siebie. Po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Całej rozmowy z Ewą wysłuchasz poniżej

W ostatnim odcinku z serii rozmów z uczestniczkami Kursu Skutecznego Odchudzania spotykam się z Ewą. Podczas bardzo intymnej rozmowy Ewa opowiada o tym, jaką drogę przeszła od obsesyjnego kontrolowania diety i treningów, do jedzenia intuicyjnego i życia w zgodzie ze sobą. Posłuchaj nagrania, aby dowiedzieć się:

A jeśli tak jak Ewa chcesz wejść na drogę zaufania do siebie i pozytywnych zmian, to zapisz się na listę oczekujących na Kurs Skutecznego Odchudzania.

Jak skończyć z emocjonalnym jedzeniem? Wyzwolenie się z jedzenia pod wpływem emocji nie jest łatwe. Nie wystarczy tylko przejść na dietę, by sobie z nim poradzić. Swoim przykładem doskonale pokazuje to Magda, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania. Z emocjonalnym jedzeniem zmagała się przez lata, próbując diet, restrykcji i suplementów. Dopiero znalezienie własnej odpowiedzi na pytanie "jak skończyć z emocjonalnym jedzeniem?" pozwoliło jej jednak oddzielić posiłki od emocji. Bo nie ma jednej, idealnej recepty na poradzenie sobie z tym problemem. Wierzę, że historia Magdy zainspiruje osoby w podobnej sytuacji do szukania własnych dróg do dobrej relacji z jedzeniem.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Magda Hajkiewcz-Mielniczuk: Cześć Magda. Poznałyśmy się podczas Kursu Skutecznego Odchudzania, miałyśmy nawet tę przyjemność, by spotkać się na żywo. Wiem, że w Twoim życiu dużo się zmieniło od czasu dołączenia do KSO, ale zacznijmy od początku. Jak to się stało, że temat diet i odchudzania pojawił się w Twoim życiu?

Magda: Dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Mam 22 lata, a zaczęłam się odchudzać, gdy miałam 10. Myślę, że przyczyny mojej nadwagi były dwie. Pierwsza to sposób okazywania miłości przez moją babcię - robiła to poprzez jedzenie, a że kochała mnie bardzo mocno, to tego jedzenia było mnóstwo. Druga przyczyna to moja wysoka wrażliwość i zajadanie emocji. W gimnazjum przechodziłam przez kulminację moich prób odchudzania - jedna, druga, trzecia dieta. Ostatnio jak byłam w domu rodzinnym i sprzątałam swój stary pokój, to znalazłam ok. 20 zeszytów z tamtego okresu, z notatkami dotyczącymi moich diet. Zapisywałam zdania typu: “nie żryj tyle, bo jesteś grubą świnią”. Serce mi zamarło, jak to zobaczyłam. Moje poczucie własnej wartości było równe 0 lub nawet niższe.

MH: Skąd w głowie 10-latki bierze się pomysł na odchudzanie? To straszne skonfrontować się po latach z tymi krzywdzącymi przekonaniami o sobie. Przykro mi, że byłaś w takiej sytuacji.

M: Dla mnie z perspektywy czasu to jest szok. Myślę, że odchudzałam się wtedy głównie dlatego, że inne dzieci się ze mnie naśmiewały. Dobrze się uczyłam, więc byłam kujonem z nadwagą. Nieudane próby odchudzania ciągnęły się za mną latami. W liceum zaczęłam szukać pomocy. Poszłam do dietetyka, w sumie byłam u trzech. Jeden z nich był zatrudniony w firmie sprzedającej suplementy w cenie wizyty. Byłam przeszczęśliwa, jak je dostawałam, bo naprawdę działały. W ciągu tygodnia chudłam 2 kg, ale co z tego, skoro w przeciągu następnego tyłam 2 kg albo 1,5. Prowadziłam tabelkę zmian mojej wagi, wyglądała ona mniej więcej tak: 77,5 kg następnie 76 kg, potem znowu 77 kg. Z gabinetu dietetyka albo wychodziłam szczęśliwa, że “o jejku, schudłam”, albo wracałam z płaczem, bo znów jest ten kg do przodu. Najgorsze jojo, tydzień w tydzień. Teraz się dziwię, ile miałam siły w sobie, by 2 lata wytrzymać na tych środkach. Musiałam być wtedy mocno zdeterminowana i bardzo cierpieć w środku, że byłam w stanie to znieść.

MH: Czy podczas tych wizyt rozmawialiście o zmianie nawyków żywieniowych? Mówisz o efekcie jojo, więc zastanawiam się, co takiego się działo, że ta waga cały czas wracała.

M: Dostałam plan diety, gdzie były podane posiłki i godziny. Nikt mi nie wytłumaczył, jak mogę sama komponować swój jadłospis, tylko dostałam rozpiskę na każdy tydzień i miałam się do niej dostosować. Początkowo to była obsesja, że o 7:30 musiałam zjeść. Myślałam, że jak tego nie zrobię, to już będzie dramat, koniec diety. Problem z tą rozpiską był taki, że ja nie lubię dostosowywać się pod kreskę, a do tego większość zaplanowanych dań mi nie smakowała. Dietetyk pytała, co lubię, ale niewiele to dawało, bo korzystała z gotowych przepisów, w których zawsze była chociaż jedna rzecz, której nie lubiłam. Czułam, że nie jestem słuchana w pełni. U tej Pani dietetyk byłam najdłużej, u dwóch pozostałych niezbyt długo. Podczas mojej ostatniej próby współpracy z dietetykiem usłyszałam, że po co przyszłam, skoro wszystko wiem? W tym właśnie tkwił paradoks: wiedziałam masę rzeczy o odżywianiu. Po tamtej rozmowie z dietetyczką zapaliła mi się lampka: jaki tak naprawdę jest mój problem? Do dietetyka idzie się po to, żeby nauczyć się prawidłowo odżywiać, ogarnąć temat żywienia. A ja po co szłam?

MH: I znalazłaś odpowiedź na to pytanie? 

M: Moim problemem było to, że jadłam za dużo, a do tego nie to, co chciałam - głównie fast foody i słodycze. Moje posiłki były nieregularne, odżywczo wołały o pomstę do nieba, ale ja wiedziałam, jak powinnam jeść. Nie brakowało mi więc wiedzy o żywieniu. Problem tkwił gdzieś indziej. Na studiach nastąpił przełom. Zainteresowałam się psychologią i wtedy po raz pierwszy nie spojrzałam na temat odchudzania emocjonalnie. Przestałam skupiać się na tym, że chcę mieć tę wymarzoną sylwetkę, bo przecież wszyscy się odchudzają, a bycie szczupłym sprawi, że przestanę źle się ze sobą czuć. Spojrzałam na to analityczne: mam problem i chcę go rozwiązać. Wtedy zaczęłam szukać informacji opartych na faktach. Tak trafiłam do Ciebie. Dowiedziałam się rzeczy, których nikt mi nigdy nie powiedział, np. że człowiek nie tyje od konkretnych rzeczy, co zawsze mi wmawiano, tylko od nadmiaru kalorii w diecie. Klapki opadły mi z oczu, bo skoro tak jest, to mogę jeść czekoladę, nie muszę sobie odmawiać wszystkiego i rezygnować z tego, co lubię. Zaczęłam uważnie obserwować siebie. W pewnym momencie trafiłam na Twój Kurs Skutecznego Odchudzania, co już całkiem otworzyło mi oczy. Znalazłam to, czego szukałam - tę mądrą, logiczną ścieżkę. Zdecydowałam się na nią wejść, bo wierzyłam, że to może mi pomóc.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

MH: A z tej ścieżki nie ma już powrotu. Zgodzisz się z tym, że jak raz wejdzie się na drogę rozsądnego żywienia, odchudzania dopasowanego do siebie, to już nie ma powrotu na niskokaloryczne diety czy kuracje oparte o suplementy?

M: Zdecydowanie, ja już nigdy nie zejdę z tej ścieżki, bo byłabym przysłowiowo głupia, gdybym widziała efekty, moje ciało byłoby szczęśliwe i ja byłabym szczęśliwa, a wróciłabym na tę ścieżkę goryczy i walki ze sobą. Zaczęło się od Ciebie i Twojego przekazu, potem coraz bardziej rozszerzałam sieć tych “mądrych” treści. Teraz przesiąkam tą wiedzą i nie dość, że jest to dla mnie logiczne i działa, to zaszła we mnie zmiana. Przez te wszystkie lata ze sobą walczyłam, wszystkiego sobie zabraniałam. Z tamtych czasów pamiętam siebie, jako dziewczynę z zaciśniętymi pięściami i myślą “wytrzymaj, wytrzymaj”. Teraz już tak nie muszę. Po prostu żyję, odżywiam się, nadal popełniam błędy, ale bardzo dużo zmieniło się na lepsze. Cały czas jestem na tej drodze, w pewnym procesie. Dużo jest za mną, ale wciąż wiele przede mną. 

MH: Pamiętam, jak zaczęłam studiować psychologię i zdałam sobie sprawę, że to ja sama jestem odpowiedzialna za swoje emocje. Zobaczyłam, jak bezzasadne jest stwierdzenie “ale ktoś mnie wkurzył”. Przecież to ja wkurzyłam się na coś, na podstawie mojej interpretacji tego wydarzenia. To moja reakcja, zachowanie, humor. Teraz nie bardzo mogę strzelić focha, skoro biorę odpowiedzialność za swoje emocje i zachowanie. Jak już masz pewną świadomość, to czasami nawet by się chciało jej nie mieć i tego focha strzelić, ale wiesz, że to Ci nic nie da, nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Analogicznie w odchudzaniu - możesz przejść na dietę sokową czy 1200 kcal tylko pytanie: po co? Co to da? 

M: Takie świadome odchudzanie i budowanie na nowo swojego sposobu żywienia zmieniają wiele obszarów w życiu. Kiedy ja weszłam na tę ścieżkę, to postanowiłam kompleksowo o siebie zadbać. Zaczęłam pracować nad emocjami - odpuściłam myślenie, że muszę walczyć, być w pełnej mobilizacji i napięciu, bo muszę schudnąć. Zamiast tego zaczęłam dbać o swoje ciało, tak żebym miała energię i czuła się dobrze. Ta zmiana optyki dotyczyła też tego, co na siebie zakładam, jakich kosmetyków używam. Zaczęłam również naprawiać moje relacje. Wprowadziłam w nie spokój. Przyjrzałam się też temu, jak reaguję na to, co mówią do mnie inni ludzie. Kiedyś, gdy ktoś mówił coś o moim wyglądzie, to wybuchałam płaczem i przez tydzień męczyłam się myślą, że coś ze mną nie tak, skoro jestem taka gruba. Teraz inaczej postrzegam takie kwestie. 

MH: Myślę, że w wielu z nas pokutuje takie myślenie, że otyłość i nadwaga, to tylko kwestia nieodpowiedniego sposobu odżywiania. Oczywiście, bezpośrednio na naszą wagę wpływa to, ile jemy. Jeśli więc jemy za dużo, to ważymy za dużo i to jest proste, ale to dlaczego jemy za dużo, jest już cholernie skomplikowane. Żeby to rozgryźć trzeba trochę pogrzebać i oprzeć się na faktach, a nie emocjach. A to nic innego jak psychologia. Kiedyś standardowe podejście dietetyczne opierało się na tym, co i ile się je. Teraz na szczęście bardzo się to zmienia. Coraz więcej uwagi poświęca się wpływowi psychiki na sposób żywienia i wagę. A to jest ogromny plus, bo przy okazji odchudzania można wtedy przyjrzeć się wielu innym płaszczyznom swojego życia i wprowadzić w nie więcej spokoju.

M: Trafiłam na Ciebie, bo chciałam schudnąć, a nie dość, że schudłam, to zmieniłam myślenie i masę różnych obszarów w moim życiu, tak przy okazji. Ja wciąż ugruntowuję w sobie ten spokój, ale zdecydowanie czuję się ze sobą lepiej. Kiedyś odczuwałam do siebie wstręt. Każda fałdka na brzuchu sprawiała, że myślałam, że coś jest ze mną nie tak. A tymczasem każdy ma jakieś fałdki, każdy ma jakieś kompleksy. Teraz patrzę na rzeczy spokojniej, mniej emocjonalnie. 

MH: To słychać nawet w Twoim głosie.

M: Cieszy mnie to. Spokój ułatwia funkcjonowanie, bo nie da się żyć w ciągłym stresie. Jeśli odczuwamy permanentny stres, źle czujemy się ze sobą i swoim ciałem, to dobrze zwrócić się po pomoc. Nie odpuszczać, tylko zadbać o siebie. Ja tak zrobiłam: drążyłam, drążyłam, aż znalazłam coś dla siebie i to się opłacało. To, że dołączyłam do KSO, to był akt zadbania o mnie. Teraz panuje moda na selfcare. To, że przeznaczyłam pieniądze na KSO i z niego korzystam, to jeden z elementów mojego selfcare. Dlatego cenię, że mam nieograniczony dostęp do materiałów i jak czegoś zapomnę albo chcę do czegoś wrócić, to na spokojnie mogę sobie odpalić, poczytać, przypomnieć sobie. Czasami, gdy czuję się zagubiona albo jakieś trudne rzeczy wracają, to mogę wrócić do Kursu. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa.

MH: Bardzo mi miło, że tak mówisz. Wspominałaś, że podchodziłaś do jedzenia emocjonalnie. Co zrobiłaś, że to się zmieniło? 

M: To był dla mnie jeden z przełomów. Pewnego dnia poszłam do sklepu. Nie byłam głodna, miałam neutralny nastrój, nie byłam zestresowana. Gdy dotarłam do sklepu, to stanęłam przed półką ze słodyczami. Stałam tam z 15 minut i zastanawiałam się, które słodycze tak naprawdę lubię? Nie którymi się objadam, gdy mam gorszy humor, tylko które mi smakują, dają przyjemność? Odkryciem było dla mnie, że tak naprawdę, mam ochotę na jakieś 5 sztuk z całej półki. Lubię śliwki w czekoladzie, ptasie mleczko, ale nie znoszę ciastek typu Jeżyki, mimo że jak były w szafce, to i tak po nie sięgałam. Przypominałam sobie o tym doświadczeniu w sklepie, gdy w słabszych momentach rzucałam się na rzeczy, których nie lubię. Pojawiała się myśl “ej, Magda, Ty tego nie lubisz, po co Ty to jesz? Nie wolisz poczekać na coś, co faktycznie ci smakuje? Jaką masz przyjemność z jedzenia tych ciastek, których nawet nie lubisz?”. 

MH: To właśnie o ten moment uważności chodzi i o zadanie sobie odpowiednich pytań. One naprawdę mogą powstrzymać napad objadania. Ogromną dumę odczuwam, gdy moje Kursantki mówią o takich swoich przełomach. 

M: Moim drugim odkryciem była właśnie uważność w jedzeniu. Starałam się jeść słodycze uważnie, żeby zobaczyć, czy naprawdę mi one smakują. Wąchałam je przed jedzeniem, przyglądałam się teksturze, długo je smakowałam w buzi. Jedno ptasie mleczko wystarczyło mi zamiast całej paczki, ono mnie naprawdę nasycało. To było bardzo ciekawe doświadczenie, jak inaczej odczuwam smak, gdy się nie spieszę, tylko spokojnie siadam do jedzenia. To zwiększenie świadomości, nawet w momencie napadu, pomaga zmniejszyć ilość zjedzonych rzeczy. Zdecydowanie dzięki temu jadłam mniej podczas tych moich “zrywów”. 

MH: Świetnie, że o tym wspominasz. Mam wrażenie, że niby każdy wie, że świadome jedzenie jest ważne. Wiemy, że nie można jeść przy komputerze, żeby się skupić na tym, co jemy, patrzeć na jedzenie, czuć smak. Ta wiedza nie sprawia jednak, że tak postępujemy. A magia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy faktycznie zaczniemy tak robić, a nie tylko o tym słuchać. Z wieloma radami tak jest, że niby coś wiemy, ale tego nie robimy. Dlatego potrzebujemy strategii, która pozwoli nam wprowadzać te rzeczy w życie. Zastanawia mnie, że tak wiele osób uważa, że więcej ruchu i zdrowsza dieta nie mogą działać, są zbyt błahe, ale wierzą, że tabletki, suplementy i spalacze sprawią, że kilogramy same znikną.

M: To jest właśnie to. Ludzie chcą szybkich efektów, a trwałe rezultaty niestety nie przyjdą szybko. 

MH: Co jest teraz Twoim celem? Zastanawiam się, z jakiej wagi zaczynałaś odchudzanie, jak jest teraz i czy ten cel, to jakaś konkretna waga, a może inaczej określasz to, do czego zmierzasz?

M: Mam 176 cm wzrostu, najwięcej ważyłam 85 kg. Gdy poznałam Ciebie ważyłam 79 kg, obecnie 74 i tę wagę utrzymuję, czuję się z nią dobrze. Mam figurę gruszki, szerokie biodra i uważam, że z tą wagą wyglądam bardzo dobrze. Kiedyś powiedziałabym, że nadal ważę za dużo, że powinno być 67 czy 68 kg. Teraz mogę otwarcie powiedzieć, że nie mam żadnego celu wagowego. Wcześniej zawsze jakiś taki cel miałam. Gdy stosowałam restrykcje, to doszłam do 71 kg, ale dla mnie to nadal było za dużo, mimo że miałam dobry skład masy ciała i widoczne mięśnie. Miałam w głowie tylko to 68 kg i tyle. Nie utrzymałam tej wagi 71 kg, to był ciągły stres, restrykcje i jedzenie pod linijkę. 

MH: Być może nie poszły za tym stałe zmiany nawyków, które będziesz mogła bez problemu utrzymywać w normalnym dniu, dlatego waga poszła do góry?

M: Myślę, że tak. Teraz ważę 74 kg i czuję się dobrze, już nie dążę do 68 kg. Jeśli to wyjdzie samo, to znaczy, że ok, tak miało być. Ale nie będę cisnąć na siłę, żeby dojść do jakichś cyferek, bo to nie o to chodzi. Tak naprawdę dopiero w momencie, w którym sobie odpuściłam, schudłam. 

MH: Jesteś kolejną osobą, która może potwierdzić, że utrata kilogramów jest tylko efektem ubocznym tego, że się skupimy na sobie, zadbamy o siebie i zaczniemy się skupiać na procesie. 

M: Było mi bardzo ciężko zrozumieć, że to nie chodzi tylko o to, żeby schudnąć. Długo nie uświadamiałam sobie, że mój problem nie wynika z tego, że jestem gruba. Uważałam siebie za osobę skrajnie grubą, choć przecież nigdy nie byłam otyła. To mi pokazuje, jak zakrzywiony obraz samej siebie miałam. 

MH: Wiem, że dla wielu osób jest kuriozalne, jak można nie skupiać się na utracie kg, jak można nie liczyć kalorii, nie ważyć się - przecież to o to chodzi w odchudzaniu. A Ty Magda i inne dziewczyny z Kursu Skutecznego Odchudzania pokazujecie, że te efekty przychodzą, kiedy odpuścisz. Podczas naszego ostatniego spotkania na Zoomie po Kursie padło takie zdanie, że “całe życie się odchudzałam, a dopiero, jak przestałam się odchudzać, to schudłam”. 

M: Trochę tak, jak u mnie. W momencie, gdy odpuściłam, co było mega trudne, bo schudnięcie, to był mój jedyny cel, to zmiany mogły zajść. Tych celów pojawiło się w moim życiu po prostu więcej. Kiedyś było tylko schudnięcie, a pojawiło się - poczuć się lepiej, zadbać o swoje zdrowie, przestać być ciągle w biegu. Pojawiła się masa mniejszych celów i wykluczyłam jeden. To było prostsze zrezygnować z jednego z wielu dążeń niż z jedynego, jaki mam. Zmiana musiała zajść w moim myśleniu. Nie dziwię się, że ludziom trudno przyjąć taki punkt widzenia, bo jeżeli celem 90% osób jest schudnąć, to słysząc o efekcie ubocznym pojawia się myśl “o czym ona gada?”. 

MH: Postrzeliło babę (śmiech).

M: Dlatego właśnie polecam to, czego uczyłaś na kursie - wyznaczyć sobie więcej celów. Wtedy utrata kilogramów przestaje być jedynym dążeniem, a staje się skutkiem ubocznym. 

MH: Na Kursie ustalamy inne priorytety, skupiamy na procesie, ale trzeba naprawdę uwierzyć w inne cele, aby zrezygnować ze ścisłego kontrolowania. Te cele, o których mówisz są naprawdę wartościowe. W jaki sposób do nich dążysz? Jakie są Twoje patenty na zdrowy styl życia?

M: Miałam trudność z aktywnością fizyczną. Zdarzają mi się dni, kiedy kompletnie mi się nie chce, bo mam sporo obowiązków: praca, studia, dom. Żeby się zmotywować zaczęłam szukać sposobów, które mi pomogą zabrać się do działania. W marcu 2020 na Facebooku powstała grupa Pies w korowanie. Łączy właścicieli psiaków, którzy są na kwarantannie, z osobami, które chcą wyprowadzić im psy. Zaczęłam pomagać. Zwracałam się do ludzi i dostawałam pieska, z którym byłam zobowiązana 2 tyg wychodzić. Na początku, pierwszy, drugi dzień spoko, ale potem trochę mi się odechciewało. Miałam wtedy jednak świadomość, że ten piesek na mnie czeka, więc nie mogę go zawieść. Dzięki temu byłam na wielu spacerach, mimo że nie zawsze mi się chciało. To jest moim zdaniem fajny sposób, żeby się zmobilizować. Każdy może mieć gorszy moment, mniej ochoty na aktywność fizyczną, a takie działania mogą nam dać motywację. 

MH: To, co mówisz przypomniało mi, że często pojawia się pytanie, jak odróżnić lenistwo od braku energii? Myślę, że nie ma na to dobrej odpowiedzi, trzeba poznać siebie i popełnić kilka błędów. Co sądzisz na ten temat?

M: Dobrze, że o tym wspominasz. To nie jest tak, że już lecę na oparach albo się zmuszam do tych spacerów. Ja wiem, że po prostu tego potrzebuję, bo siedzenie cały dzień przed komputerem jest bardzo męczące psychicznie. Wiem, że po takim dniu stukania w klawiaturę przewietrzenie głowy mi pomoże. Jeśli jednak czuję, że to zdecydowanie nie jest lenistwo, tylko naprawdę nie mam na to zasobów, to odpuszczam. Te spacery z psiakami, to jest jednak lekka aktywność. Czasem trwa tylko 15, 20 minut. W takiej sytuacji myślę, że przy niskich zasobach on może nawet pomóc. Zgadzam się jednak z tobą, że trzeba poznać swoje granice. Każdy z nas najlepiej wie, kiedy to lenistwo, a kiedy brak zasobów. Ja znam siebie na tyle, że wiem, że po pracy dopada mnie lenistwo, a spacer zdecydowanie pomoże mi się odprężyć, ale po prostu trudno mi się zebrać i wyjść. Dlatego szukam tej dodatkowej motywacji.

MH: To jest świetne, że w taki sposób poszukujesz rozwiązań dla siebie. Mam podobnie z aktywnością fizyczną, lubię często zmieniać to, jak trenuję. Niedawno mieliśmy wyzwanie na IG, żeby robić dziennie 10 tys kroków, wcześniej tańczyłam z Just Dance, potem były treningi z VR. Nie każdy lubi trzymać się tylko jednej aktywności fizycznej i to jest ok. 

M: Wzięłam sobie do serca to, co mówiłaś na Kursie: że wszystko ma być pod nas. Teraz moja aktywność jest pode mnie. Nie lubię chodzić na siłownię, więc dlaczego miałabym się do tego zmuszać? Za to bardzo lubię hulahop, którym nauczyłam się kręcić dopiero, jako osoba dorosła. Teraz potrafię przez godzinę kręcić, oglądając serial czy słuchając muzyki. Ale to wymaga samoświadomości, żeby przestać się zmuszać do robienia rzeczy, a zamiast tego dopasować proces do siebie. Tak samo zrobiłam z moim żywieniem. Gotuję to, co mi smakuje, jem to, co lubię, dlatego w mojej diecie pojawiają się czasem słodycze czy fast foody. Różnica jest jednak taka, że teraz potrafię zjeść 3 kostki czekolady, a nie jak kiedyś 3 tabliczki. To jest super umiejętność, której nauczyłam się na Kursie - odróżniać czy mam na coś ochotę, czy chcę zajeść stres albo inne emocje. Teraz w Tłusty Czwartek potrafię zjeść jednego pączka. Kiedyś jadłam ich tyle, aż było mi niedobrze. Zmieniło się też moje myślenie o gotowaniu - nie muszę stać 2 godziny przy garach, żeby ugotować zdrowe i smaczne jedzenie. 

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

MH: Masz jakieś porady dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu na gotowanie, a chciałyby odżywiać się zdrowo?

M: Zdecydowanie polecam gotowanie dużego gara zupy raz w tygodniu i wekowanie do słoików. To szybkie rozwiązanie, które pomaga oszczędzić dużo czasu w trakcie tygodnia. U mnie sprawdzają się też koktajle. Mam przenośny blender, więc ich zrobienie zajmuje mi jakieś 30 s. Przekonałam się też do mrożenia. Gotuję większe ilości, potem dzielę na porcje i część mrożę na kolejne dni. Dzięki temu oszczędzam naprawdę dużo czasu, a takie rozwiązania z łatwością wprowadziłam do mojej codziennej rutyny. Wyeliminowałam wiele posiłków na szybko, mogę utrzymać wagę i zdrowe nawyki. To naprawdę możliwe, by gotować szybko i zdrowo - kiedyś myślałam, że tak się nie da.  

MH: To właśnie pokazuje, jak wielka jest moc naszego myślenia. Czy będziemy szukać powodów, dlaczego się nie da i to bez sensu, czy skupimy się na znalezieniu sposobów na dopasowanie procesu do nas. Widać, jak daleką drogę przeszłaś. Co poleciłabyś sobie z przeszłości albo osobie, która teraz jest w miejscu, z którego zaczynałaś?

M: Ja bym powiedziała jedno proste słowo - pomyśl. Nie idź za tłumem. Ja bardzo długi czas szłam za tym, co mówili mi inni. Myślę, że jakbym wtedy zaczęła czytać, analizować i włączyłabym to zimne, mniej emocjonalne myślenie, względem treści typu post Dąbrowskiej, dieta 1200 kcal itd., to doszłabym do tego, że więcej sensu ma takie podejście, jak Twoje. 

MH: Nie tylko moje, teraz na szczęście wiele osób promuje takie podejście i robi fantastyczną robotę. Ogromnie mnie cieszy, że psychodietetyczny punkt widzenia zyskuje na znaczeniu i coraz głośniej przebija się wśród wielu nieracjonalnych diet, tak popularnych w internecie. 

M: Zdecydowanie tak. Moja droga zaczęła się od Ciebie, więc to dla mnie zawsze to będzie “podejście Magdy Hajkiewicz”. Poradziłabym sobie: pomyśl, przeanalizuj i wybierz tę ścieżkę, która najbardziej do Ciebie przemawia. Gdybym wtedy tak sobie powiedziała, to myślę, że “podejście Magdy Hajkiewicz” najbardziej by do mnie trafiło. Może by mi to oszczędziło tych prób odchudzania, straconych nerwów. Ale też dosyć szybko nauczyłam się na błędach, z czego jestem zadowolona, bo mogłam kolejne lata trwać w tym myśleniu, a już się z tego wykaraskałam. Lepiej późno niż później. Teraz wiem też, że żadnych treści, z którymi się stykamy nie powinniśmy traktować jako prawdy objawionej. Ktoś, kogo śledzisz coś napisał - super, ale warto też siegnąć do innego źródła, zweryfikować te informacje. 

MH: To jest właśnie to znalezienie swojego “dlaczego”. Warto zastanowić się, dlaczego zachowujemy się w określony sposób, czy na pewno to, co robimy jest dla nas wartościowe i spójne z nami. Ważne jest też to, aby znać swoją motywację stojącą za celami, do których zmierzamy. Dziękuję bardzo za to, że podzieliłaś się swoją historią. Myślę, że zainspiruje ona inne osoby do tego, żeby albo przetestować Twoje sposoby, albo znaleźć swoje.

M: Również bardzo dziękuję, że mogłam opowiedzieć swoją historię i mam nadzieję, że komuś ona pomoże. Może gdybym ja otrzymała takie rady wcześniej, to wkroczyłabym na inną ścieżkę już dawno temu? Kto wie, teraz to tylko gdybanie, ale cieszę się z miejsca, w którym jestem. Cieszę się, że osoby, które dołączają do KSO wchodzą na tę dobrą ścieżkę dbania o siebie, analizowania, szukania przyczyn i rozwiązań. 

MH: Czego efektem jest robienie czegoś dla siebie, a nie przeciwko sobie i po swojemu, a nie dostosowywanie się do czegoś czy kogoś z zewnątrz. I Ty jesteś tego doskonałym przykładem. Jeszcze raz dziękuję za rozmowę. 

Pełnej rozmowy z Magdą posłuchaj poniżej

Jak opanować kompulsywne jedzenie? Kasia, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania, podjęła pracę nad swoimi nawykami, zadbała o siebie i swoje emocje, dzięki czemu pokonała kompulsywne objadanie. Wyobraź sobie, że podobnie jak Kasia, postanawiasz zmienić swoje nawyki żywieniowe i wprowadzić więcej aktywności fizycznej. Chcesz schudnąć, ale tym razem podchodzisz do tego inaczej - nie decydujesz się na restrykcje, tylko dopasowujesz proces zmiany do siebie, wsłuchujesz w swoje potrzeby. A potem nagle coś się wydarza, wypadasz ze swojego planu i wracasz na ścieżkę starych nawyków… Co dalej? Jak wrócić do odchudzania po kompulsjach? Zobacz, jak zrobiła to Kasia, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

M: Skąd temat diet i odchudzania wziął się w Twoim życiu?

K: Odchudzanie nie jest w moim życiu od zawsze. Kiedyś byłam szczupła. Aż do liceum moja figura mi odpowiadała, dużo się ruszałam. Na studiach zaczęło się to jednak zmieniać. Ruchu było coraz mniej, a gdy zaczęłam pracę doszło do momentu kulminacyjnego. Pamiętam, jak szłam kiedyś ulicą i czułam, że trzęsie mi się brzuch. To był taki moment, że aż przystanęłam i pomyślałam, że muszę coś ze sobą zrobić. Dopiero wtedy poczułam, że trzeba ruszyć z kopyta, a nie tak jak do tej pory, że niby się odchudzam, ale tu zjem chipsy, tu coś innego, bo się nie liczy, a w weekend można, bo przecież nikt nie widzi. Zdałam sobie sprawę, że oszukiwałam tylko siebie. Miałam nadwagę, w najgorszym okresie ważyłam 81 kg. Zaczęłam szukać rozwiązań tej sytuacji. Nie od razu zdecydowałam się na Kurs. Rozważałam też współpracę indywidualną, ale kiedy zobaczyłam Kurs Skutecznego Odchudzania, to uznałam, że jest to dla mnie idealne rozwiązanie, bo wsparcie grupy jest dla mnie ważne. Dużo dało mi poczucie, że nie jestem sama, że inni ludzie borykają się z tym samym problemem.

M: Czy z perspektywy czasu doszłaś do tego, co sprawiło, że dodatkowe kilogramy się pojawiły? Mówisz o zmniejszonej aktywności fizycznej. Czy w żywieniu także coś się zmieniło?

K: Bardzo lubię gotować zdrowo, takie jedzenie mi smakuje. Główne posiłki jem zdrowe, niezależnie od mojej wagi. Moim problemem nie było więc to, że niezdrowo gotowałam. Borykałam się jednak z kompulsywnym objadaniem. Nadal ciężko przechodzi mi przez usta ten czas przeszły, bo czasami z tyłu głowy nadal mam wrażenie, że to do końca nie minęło. Nie przepadam za słodyczami, ale moją słabością są słone przekąski. Zjedzenie dwóch dużych paczek chipsów jedna po drugiej nie było dla mnie najmniejszym problemem. Miałam wrażenie, że to się jadło samo. Dopiero jak zbierałam opakowania po chipsach, to pojawiała się refleksja “ojej, aż tyle zjadłam?”. Przez pewien czas moim problemem były też słodkie napoje.

jak opanować kompulsywne jedzenie

M: Potrafisz sobie przypomnieć konkretne sytuacje, kiedy kompulsywne jedzenie się pojawiało? Czy napad wywoływały konkretne emocje albo stres? Dla wielu osób to właśnie te trudne emocje są triggerem kompulsji.

K: Dopiero w trakcie Kursu, zdecydowanie nie na samym początku, zdałam sobie sprawę, skąd bierze się u mnie to kompulsywne objadanie się. W sytuacjach stresowych zawsze sięgałam po jedzenie, ale nie tylko wtedy. Zrozumiałam, że wracałam z pracy, nie miałam, co robić, więc jadłam. Oglądałam coś i jadłam. Albo ktoś mnie odwiedzał, no to przecież trzeba ugościć, więc od razu słone przekąski, ciasteczka, co też stanowił pretekst do jedzenia. To była zwykła wymówka, żeby się nawpierdzielać. Często starałam się usprawiedliwiać: jem, bo coś. A przecież to ode mnie zależy czy jem, czy nie, tyle że samokontrola wymaga od nas sporej pracy, ona nie przychodzi sama. Bardzo podoba mi się to, co mówiłaś na Kursie, że mamy w głowie ścieżki, którymi podążamy. Mamy wydeptane ścieżki, które znamy. Taką drogą jest np. sięgnięcie po jedzenie w sytuacji stresu, nudy, spotkania ze znajomymi. To nic złego zrobić tak od czasu do czasu, ale właśnie - od czasu do czasu, a nie codziennie. Nowe ścieżki są niewydeptane, nie sięgnięcie po jedzenie w sytuacji stresu, nudy czy spotkania ze znajomymi jest więc o wiele trudniejsze i wymaga od nas zasobów. A ja przez długi czas nie wiedziałam nawet, czym są te zasoby. 

M: Pamiętam, jak podczas Kursu pytałaś mnie, czym one są. Twoje pytania były dla mnie inspiracją dla tematu II szkolenia charytatywnego. Jestem bardzo ciekawa, jak teraz definiujesz zasoby?

K: Przez 3 tygodnie Kursu nie mogłam pojąć, czym one są, mimo że na 1 webinarze tłumaczysz tę kwestię. Musiało to do mnie dotrzeć. Dla mnie zasoby, to ta siła, która sprawia, że w danym momencie jesteśmy w stanie zrobić coś inaczej niż zazwyczaj. W danym momencie możemy czuć, że nie dajemy rady, co oznacza brak zasobów, ale jeżeli nam się po prostu nie chce, bo jesteśmy leniwi w danym momencie, to wtedy po prostu musimy spróbować porozmawiać ze sobą. Wiem, że łatwiej mi zjeść chipsy, ale pytanie: czy w danej sytuacji wybieram je z lenistwa, czy z powodu braku zasobów? Kiedy dochodzę do tego, że mam wystarczająco dużo wewnętrznej siły, to prowadzę wewnętrzny dialog: słuchaj Kasia, to nie jest tak, że nie masz zasobów, że coś cię przytłoczyło, tylko ci się nie chce, bo to jest dla ciebie trudniejsze”. Budowanie nowych nawyków jest dla nas trudne, nic nie przychodzi łatwo, samo z siebie. Mniej więcej rok po Kursie jestem w stanie stwierdzić czy w danym momencie mogę coś zrobić, ale po prostu mi się nie chce, czy nie mam zasobów i nie jestem w stanie wykonać jakiejś aktywności. Kiedyś taki dołek interpretowałam jako koniec mojego odchudzania. Tym razem było inaczej. 

M: Każdy po swojemu interpretuje, czym są zasoby. Często w tym kontekście pojawia się pytanie o różnicę pomiędzy lenistwem a brakiem zasobów. Świetnie to wyjaśniłaś, dodając, że po roku od KSO jesteś w stanie to rozpoznawać. Niektórym nauka rozumienia swoich potrzeb zajmuje więcej czasu. Mnie ułożenie mojej relacji ze słodyczami zajęło 5 lat. W XXI wieku jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko dostajemy od razu, szybko. A nauka umiejętności miękkich, rozpoznawanie swoich stanów wewnętrznych, to długi proces, który tak naprawdę trwa całe życie. To normalne, że czasem się pomylimy, popełnimy błąd i on nie przekreśla całej naszej drogi. 

K: Dokładnie, to jest to, co zrozumiałam dopiero z czasem: nasze potknięcia nie definiują naszej drogi. To, że w danym momencie nam się nie powiedzie, że jesteśmy w dołku - nie ważne, jak długo - nie oznacza, że tak będzie już zawsze. Możemy to zmienić, musimy tylko chcieć.

M: Pamiętam, że na ostatnim spotkaniu uczestników KSO na Zoomie, powiedziałaś, że właściwie nie planowałaś być obecna.

K: Tak, bo to był bardzo trudny okres w moim życiu. Zmarła bliska mi osoba, a w odstępie tygodnia mój tato trafił do szpitala i przez miesiąc walczył o życie. Nie miałam zasobów, żeby wstać z łóżka. Codziennie czynności wymagały ode mnie wielkiego wysiłku. Coś, co wydawało mi się normalne, jak umycie zębów, wstanie, zrobienie sobie śniadania, pójście do pracy, nagle było dla mnie, jak wejście na Mount Everest. W tamtym momencie wszystko wydawało mi się zbyt trudne. Nie miałam siły, żeby myśleć, a co dopiero trzymać dietę. Niestety poszłam wtedy tą bezwysiłkową drogą objadania się: na śniadanie, obiad, kolację, między posiłkami. Sięgałam po jedzenie, kiedy tylko mogłam, bo czułam, że to jedyna rzecz, która nie wymaga ode mnie myślenia. Trwało to ok. 1,5 miesiąca. Przez ten czas dieta kompletnie nie miała dla mnie znaczenia. Kiedy zbliżało się nasze spotkanie na Zoomie, to wstydziłam się pokazać ludziom na kamerce, bo wiedzieli, że wcześniej mi się udało, mówiłam, że zrozumiałam siebie i już się nie objadam, nawet mimo stresu - a tutaj nagle znowu kompulsywnie się objadam i nie mogę przestać. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle brać udział w spotkaniu. W końcu postanowiłam jednak dołączyć i to była najlepsza decyzja dla mnie w tamtym momencie. Feedback, który dostałam podczas tego spotkania, był niesamowity. Na nowo poczułam, że mam w sobie siłę, że te 1,5 miesiąca, w trakcie których przytyłam 3 czy 4 kg, to nie jest koniec mojej drogi. To spotkanie było dla mnie przełomowe. Pamiętam, że zapytałam wtedy “jak sobie radzicie z obecną sytuacją, czy w jakiś sposób na was wpłynęła?”. Rozwinęła się wtedy bardzo konstruktywna dyskusja, w trakcie której zrozumiałam, że te 1,5 miesiąca są za mną. Zamknęłam drzwi objadaniu się, a otworzyłam drzwi, przez które wyszłam na te ścieżki wydeptywane od czasu Kursu. Duże wsparcie daje mi też nasza kursowa grupa na Facebooku. To jest taka fajna społeczność, w której się nie oceniamy, taki idealny świat, który tak naprawdę powinien istnieć. Bo to, że ja ważę tyle, a Ty tyle, Ty zjadłeś to, a ja tamto, nie ma znaczenia. Tak naprawdę liczy się, jakim człowiekiem jesteś. Żeby to zrozumieć trzeba jednak przejść długą drogę. 

jak opanować kompulsywne jedzenie

M: Obawiałaś się, że skoro wcześniej mówiłaś, że dobrze Ci idzie, to jak teraz podzielisz się trudnościami, to inni Cię ocenią i skrytykują? 

K: Tak, bałam się takich reakcji. Pokutuje w nas myślenie, że inni ludzie cieszą się, gdy coś nam nie wychodzi. A tymczasem raczej świętują z nami nasze sukcesy, a jak coś nam nie pójdzie, to starają się pomóc. W społeczności KSO nie ma osób, które szydzą czy oceniają. Wszyscy borykamy się z podobnymi trudnościami, ale każdy ma swoją historię i problem, z którym się mierzy. Po tamtej rozmowie na Zoomie zaczęłam małymi krokami wracać do siebie. To nie było tak, że następnego dnia wstałam i było super, jadłam jak chciałam i nie miałam żadnych problemów. Postanowiłam, że rano będę wstawać z łóżka, umyję się, umyję zęby i zrobię sobie śniadanie. I jeżeli do tego momentu będzie ok, a potem powinie mi się noga, to i tak jest lepiej niż jeszcze tydzień temu, kiedy wstanie z łóżka, to już był wyczyn. Potem powoli zmieniałam kolejne rzeczy: nie idę na łatwiznę i nie zamawiam od razu fastfooda. Oczywiście nie ma nic złego w jedzeniu na dowóz, ale niekoniecznie muszę te fastfoody zamawiać codziennie.  

M: Czyli wyznaczałaś małe cele, a potem gdy czułaś się silniejsza, to stawiałaś je wyżej i wyżej? 

K: Dokładnie. Bardzo ciężko jest wyjść z takiego dołka. Łatwiej powiedzieć: “nic mi nie dał ten kurs Magdy. Może na początku były jakieś efekty, ale potem mi się noga powinęła i wróciłam tam, gdzie byłam. I co teraz? Znowu jestem gruba, beznadziejna i nic mi w życiu nie wychodzi”. A tymczasem tak nie jest, mamy nad sobą dużą sprawczość. Możemy zrobić wszystko, jeżeli chcemy, jeżeli “niechcemiś” nie weźmie nad nami góry. To moje wychodzenie z dołka trwa do teraz. Czasem pojawia się myśl, że zjadłabym tę paczkę chipsów, ale zaraz potem słyszę samą siebie z tyłu głowy: “Kasia, nie rób tego. Potrafisz, dasz radę”. Tam już nie ma “muszę dać radę”, bo wiem, że ja mogę zjeść te chipsy, o ile to będzie moja świadoma decyzja, a nie pójście za chwilową zachcianką. To poczucie, że ja mogę, a nie muszę, to najcenniejsze, co wyciągnęłam z Twojego Kursu. 

M: Wiele kursantek mówi, że właśnie ta zmiana myślenia z “muszę” na “mogę”, że to mój wybór, wpływa diametralnie na ich sposób żywienia i samopoczucie. Bo czym innym jest zjedzenie chipsów, bo muszę, a czym innym, bo mogę i chcę. 

K: To jest ta świadomość, że mogę jeść to, na co mam ochotę, bez sięgania po przetworzone produkty automatycznie. Zdarzały się sytuacje, że zatrzymywałam się w sklepie, z paczką chipsów w ręku i pytałam siebie: “Kasia, czy ty chcesz zjeść te chipsy?”. Często odpowiadałam sobie, że nie i odkładałam je na półkę. To są właśnie takie małe sukcesy, które dzieją się dzięki tobie, że jesteśmy w stanie zatrzymać się i powiedzieć sobie “hej, wcale nie potrzebuję tego w tej chwili”. Tej potrzeby, którą mamy, nie zaspokoi jedzenie. Może potrzebujemy chwili zadbania o siebie, zmiany otoczenia, relaksu? Ostatnio zaczęłam wybierać dalsze sklepy, żeby dłużej pobyć z tą zachcianką. 

M: Super patent.

K: Tak, szczególnie, że od roku pracuję na home office, więc tego ruchu też jest mniej. Dzięki temu, że idę do dalszego sklepu, mam czas by zweryfikować moje zachcianki. Czasami w drodze do sklepu dochodzę do tego, że już nie chcę kupować tego, co chciałam zjeść, wychodząc z domu. Jeżeli jednak nadal mam ochotę, to wiem, że to moja świadoma decyzja. 

M: I to jest ok. Dobra relacja z jedzeniem, to też nie jest ciągłe odmawianie sobie wszystkiego. Wtedy warto zapytać siebie, kto decyduje? Jedzenie czy my?

K: Tak, ale nie muszę też wybierać największej paczki, mogę wziąć mniejszą, nie muszę iść od razu po całości. Sklepy zachęcają do tego, żeby kupować więcej, wielkie paczki, wielosztuki itd, co potęguje objadanie się. Wszystko rozbija się o tę świadomość. 

M: To jest właśnie ten balans między zrezygnowaniem ze wszystkiego, a pójściem po całości. Tutaj pomaga obieranie realistycznych celów dopasowanych do siebie. Mojej podopiecznej było trudno odmówić sobie kupna czegoś słodkiego. Powiedziałam jej, że celem nie jest odmówienie sobie takiego zakupu. Zaproponowałam jej taką taktykę, jak Twoja - aby wybierała sklepy znajdujące się daleko. Często zwiększenie dystansu od zachcianki do zakupu daje przestrzeń do przemyślenia, czy ten słodycz jest naprawdę potrzebny. Nawet jeśli się na niego zdecydowała, to i tak przy okazji zrobiła 3 razy więcej kroków, niż gdyby poszła do najbliższego sklepu. 

K: Mam wrażenie, że nasza głowa, w momencie gdy mamy problem z jedzeniem, ma jedną receptę na każdą bolączkę, czyli jedzenie. Nudzę się - jem, jest mi źle - jem, jestem zmęczona - jem, jestem szczęśliwa - jem. Emocjonalne jedzenie nie wiąże się tylko z trudnymi emocjami, ale też z radością, satysfakcją, dobrymi chwilami. Może nam się wydawać, że mamy na coś ochotę, a tak naprawdę nie chodzi o jedzenie, bo nawet jak zjemy, to czujemy, że czegoś wciąż nam brakuje. Może w tamtej chwili potrzebowaliśmy tak naprawdę spaceru, rozmowy z bliską osobą, poczytania książki, żeby odpocząć? 

M: Niestety nie uczy nas się, w jaki sposób zdrowo spełniać swoje potrzeby. Podobnie z dopasowywaniem procesu do siebie. I okazuje się, że nie tylko zachęca nas się do wybierania drogi na skróty, czyli wszystkich diet cud, ale ta droga w ogóle nie jest nasza, a przez to niemożliwe jest utrzymanie efektów. Jak Ty dopasowałaś proces powrotu do budowania nowych nawyków do siebie?

K:  Od czasu, gdy przytyłam minęły jakieś 3 miesiące. Do tej pory zgubiłam może 1 kg, co nie jest spektakularnym wynikiem. Wiem jednak, że dzięki temu, że jestem na zerze kalorycznym, nie szukam przekąsek i nie czuję się głodna. W momencie wychodzenia z dołka to najlepsze, co mogę dla siebie zrobić -  nie obarczyłam się dodatkowo myślą, że muszę schudnąć nie wiadomo ile i najlepiej w 3 tygodnie. Podeszłam do tego na luzie i to też dzięki temu, co nam pokazałaś na Kursie. Wiedziałam, że nie muszę od razu wrócić do wagi sprzed. Najważniejsze, że już nie będę się objadać. To jest super cel i duże osiągnięcie. Gdybym wychodząc z tego doła postawiła sobie cel 1700 kcal ani pół więcej, to nie dałabym rady. Po 3 dniach wróciłyby kompulsje. Dlatego stawiałam sobie małe cele. I mimo, że wskaźnik BMI mówi mi, że mogłabym ważyć mniej, dla mnie w tym momencie nie jest to aż takie istotne. Moja filozofię żywieniowa się zmieniła. Mogę podczas obiadu u mamy zjeść więcej bez wyrzutów sumienia, bo jedzenie jest pyszne i po prostu mam na nie ochotę. Patrzę na całokształt, a nie jeden posiłek. Polubiłam się z jedzeniem, a kiedyś miałam podejście, że “o Boże, jestem gruba przez chipsy”. 

M: Nie przez to, że ja jem za dużo chipsów, tylko przez chipsy?

K: Tak, dokładnie, nie przez to, że ja jem ich zbyt dużo, tylko dlatego, że one istnieją.

M: A to jest zasadnicza różnica.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

K: Bardzo ciężko jest zaakceptować, że nasz aktualny stan wynika z naszego zachowania. W kontekście brania odpowiedzialności za siebie często pomijamy kwestię żywienia. Szukamy wymówek: zjadłam za dużo, bo mama mi tyle nałożyła, objadłam się, bo ktoś mnie wkurzył, miałam ciężki tydzień, to mi się należy. A to przecież nasza decyzja, że jemy. Chodzi o to, żeby się w tym wszystkim nie zapętlić, tylko z tym pogodzić. Żeby jedzenie nie było sensem naszego życia. Bo często, jak zaczynamy się odchudzać, to jedzenie stawiamy na pierwszym miejscu. Całe swoje życie skupiamy wokół kontrolowania tego, co jemy, liczenia porcji, co do grama, dążenia do jakiejś określonej wagi. A przecież nasze życie to o wiele więcej. Przytyłam 3 kg, ale przeżyję to, skoro wcześniej żyłam z 14 kg więcej. To nie jest koniec świata, że powinęła mi się noga i nie wszystko poszło tak, jak planowałam. Daję radę, żyję, więc wracam do budowania nowych nawyków. 

M: Jedzenie, to jeden z elementów naszego życia, ale nie jedyny czy najważniejszy. Warto sobie uświadomić, że kiedy jesteśmy w takim dołku, to wielkim osiągnięciem jest to, żeby w ogóle wrócić na tę nową, jeszcze nie wydeptaną ścieżkę. Przytycie 3 kg w 1,5 miesiąca nie przekreśla dotychczasowej drogi, ale nie determinuje też kolejnych 40 lat życia. Czy trudne było wzięcie odpowiedzialności za swoje żywienie?

K: Bardzo. Przyznanie się przed samą sobą, że to ja doprowadziłam się do takiego stanu jest bardzo trudne. Dużo łatwiej zrzucić winę na kogoś lub na coś. To dotyczy wszystkiego, nie tylko żywienia. Wzięcie odpowiedzialności za to, jak jem i gdzie jestem w swoim życiu, było na mojej drodze kluczowe. Dopiero, gdy to zrozumiałam, to doszło do mnie, że skoro ja spowodowałam to, jak wyglądam, to mogę też to zmienić. Nie od razu to do mnie dotarło. Przez dwa pierwsze moduły Kursu nadal źle jadłam. Dopiero po czasie Twoje słowa, prezentacje, posty wpłynęły na mnie. Musiałam to dobrze zrozumieć, przetrawić i wziąć odpowiedzialność, żeby zrozumieć, że mam wpływ na to, jak wyglądam. To się wydaje oczywiste, gdy mówię o tym teraz, ale przez długi czas takie dla mnie nie było. 

jak opanować kompulsywne jedzenie

M: Wiem, o czym mówisz. Każdy z nas wie, że trzeba jeść mniej fastfoodów, pić wodę zamiast słodkich napojów, jeść więcej warzyw niż słodyczy. Dopóki jednak to nie kliknie w głowie, dopóki nie znajdziemy sposobu na to, jak dopasować te zasady do naszego życia, to same informacje nic nie dają. 

K: Dokładnie. Gdybyśmy zrobili sondę uliczną, to każdy wie, jak się odżywiać, niezależnie od tego, jak wygląda. Brak wiedzy często nie stanowi problemu. Trudnością jest wprowadzenie tej wiedzy do swojego życia i kierowanie się nowymi zasadami. Jak pozwalać sobie na fastfooda czy słodki napój, ale nie codziennie, ale co drugi dzień? Jak być szczęśliwą i nie myśleć ciągle o jedzeniu? Ja bardzo lubię gotować, dużo myślę o jedzeniu, wymyślam przepisy. Te myśli o jedzeniu kiedyś definiowały cały mój dzień. A przecież nie o to chodzi w tym wszystkim. 

M: Równowaga jest kluczem. Widzę, że coraz więcej wprowadzasz jej w swoim życiu. Dużo w Tobie spokoju, świadomości, że zmiany, wychodzenie z dołka, to proces. Gdybyś mogła powiedzieć coś sobie z przeszłości, to co by to było? Co mogłoby Ci wtedy pomóc?

K: Powiedziałabym sobie, żebym sobie zaufała. Myślę, że nie brałam odpowiedzialności za swoje zachowanie, bo nie ufałam sobie w kwestiach jedzenia. Mimo, że miałam wiedzę, to nie wierzyłam, że idąc tą ścieżką dojdę do celu. Sądziłam, że małymi krokami nie da się tam dotrzeć. Pamiętam, że jak zaczynałyśmy Kurs, to wyzwaniem było dla mnie wpisać w swój plan dietetyczny frytki z piekarnika, pizzę na spodzie z tortilli czy parówki na śniadanie, mimo że wiedziałam, że jeżeli pozwolę sobie na takie rzeczy świadomie, to nie będę sięgać po nie nieświadomie. Teraz jest dla mnie logiczne, że mogę z umiarem jeść wszystko, co chcę i nie przybierać na wadze. 

M: Czyli zaufaj sobie i zaufaj procesowi, że te małe zmiany mają sens.

K: Zaufanie do samej siebie jest kluczowe. Naprawdę da się wprowadzić zmiany. Każdy chciałby schudnąć szybko i na stałe, ale niestety te rzeczy się nie łączą. Jeżeli schudniemy szybko, to kilogramy wrócą. Ale robiąc to powoli, stopniowo, z zaufaniem do siebie, jesteśmy w stanie osiągnąć upragnione rezultaty. Moja historia pokazuje, że po “żyła długo i szczęśliwie”, mogą spotkać nas przeciwności losu, ale dzięki umiejętnościom, które nabyłam w czasie KSO, jestem w stanie je przezwyciężyć.

M: Dziękuję za rozmowę. 

Całej rozmowy z Kasią posłuchasz poniżej:

W kolejnym odcinku z serii rozmów z Uczestniczkami Kursu Skutecznego Odchudzania spotykam się z Kasią. Poruszamy bardzo ważny temat - co zrobić, gdy na drodze budowania nowych nawyków żywieniowych powinie nam się noga? Co jeśli wydarzenia, na które nie mamy wpływu, sprawiają, że nie jesteśmy w stanie kontynuować procesu zmiany? Posłuchaj nagrania, aby dowiedzieć się, jak w takiej sytuacji poradziła sobie Kasia. Podczas rozmowy opowiada:

Kasia podczas rozmowy daje praktyczne wskazówki na wyjście z dołka oraz radzenie sobie z zachciankami, prowadzącymi do objadania się. Mam nadzieję, że odcinek zainspiruje Was do szukania rozwiązań dla siebie i niepoddawania się w obliczu trudności! Bo umiejętności miękkie, o których mówi Kasia, można wzmacniać i budować przez całe życie. Właśnie nad tym pracujemy podczas Kursu Skutecznego Odchudzania

Niskokaloryczna, nieracjonalna dieta, spadek wagi o 20 kg, po kilku miesiącach wzrost o 25 kg, przejście na restrykcyjną dietę, zrzucenie 25 kg, za kilka miesięcy powrót 30 kg - i tak bez końca. Błędne koło diet, to okropnie trudny stan - emocjonalnie i fizycznie - z którym boryka się wiele osób chcących schudnąć. Kasia, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania, także tkwiła w takim błędnym kole. Jak się z niego wyrwała?

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Gdybym była chudsza, byłabym fajną dziewczyną

Kasia nie pamięta takiego czasu w swoim życiu, w którym nie była na diecie. Do dzisiaj wraca do niej wspomnienie z podstawówki: 

-Podobał mi się chłopak i bardzo chciałam zwrócić na siebie jego uwagę. Powiedział mi, że gdybym była chudsza, to byłabym fajną dziewczyną. Wtedy moglibyśmy się spotykać.

Schudła wtedy ponad 30 kg, by w kilka lat wrócić do początkowej wagi. Ten schemat będzie powielał się w jej życiu nieustannie - schudnie 20 kg, by przytyć 30 kg, na diecie 1000 kcal zrzuci 30 kg w 3 miesiące, by szybko przybrać je z powrotem. 

-Nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. Wydawało mi się, że robiąc wszystko na 100% uda mi się osiągnąć upragnione rezultaty - mówi.

Dlatego, kiedy była na diecie, to kurczowo trzymała się rozpiski, jak trenowała, to zawsze 6 razy w tygodniu. Aż działo się coś trudnego, pojawiały obowiązki i mniej czasu.

100% albo nic

-Wydawało mi się, że działanie na 60% moich możliwości jest bez sensu. Trenowanie 15 minut? Po co w ogóle zaczynać. Epizod objadania się podczas diety? Wszystko stracone, można zjeść jeszcze tę czekoladę schowaną na “czarną godzinę”. W utrzymaniu wagi trochę pomagały mi papierosy, ale kiedy rzuciłam, to zaczęłam podjadać słodycze - wspomina.

Kasia nie widziała drogi wyjścia z błędnego koła diet, w którym tkwiła. Była przekonana, że tak po prostu musi być, że taki jej urok i nigdy nie będzie szczupła. Może Instagramerki mogą być fit, ale ona nie. To siostra dała jej link do mojego profilu na Facebooku.

-Treści Magdy na początku były dla mnie szokujące. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, dlaczego zawsze wracam do wagi sprzed odchudzania. Zrozumiałam, że faktycznie nigdy nie pokazuje się, co się stało 5 lat po wielkiej metamorfozie na Instagramie. Ciekawe dlaczego.

Dla siebie, a nie przeciwko sobie

Kasia zdecydowała się dołączyć do 1. edycji Kursu Skutecznego Odchudzania i zawalczyć o siebie. Chociaż w tamtym okresie rozważnie planowała wydatki, postanowiła zainwestować w siebie. 

-I nie żałuję. To były jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w życiu - dodaje. 

Dzięki pracy z Kursem dostrzega, że tkwi w błędnym kole diet. Widzi, że objada się emocjonalnie, sięga po jedzenie ze zmęczenia i w stresie. Przygląda się swoim nawykom i zaczyna budowanie nowych. Po raz pierwszy postanawia działać dla siebie, a nie przeciwko sobie.

-Wewnętrzny krytyk nadal mi powtarzał, że robię za mało i beznadziejnie wyglądam. Gdy tylko słyszałam w głowie “musisz to czy tamto”, to myślałam sobie “nie ma żadnego muszę. Jest tylko mogę”. Czasami bardzo mocno kłóciłam się z tym krytycznym głosem.

Stara i nowa Ja

Treści podejmowane w Kursie padają na podatny grunt, w Kasi kiełkuje nowe podejście do diety i ćwiczeń. Zmienia się jej myślenie, a za tym idą kolejne zmiany. Największa z nich - Kasia zachodzi w ciążę. Odpuszcza dietę, skupia się na dbaniu o siebie. Z pierwszej ciąży zostaje z nią 8 dodatkowych kilogramów, ale zanim zdąży pomyśleć o kolejnej diecie, to zachodzi w drugą ciążę. 2 edycja Kursu Skutecznego Odchudzania zbiega się w czasie z karmieniem piersią córeczki.

-Pomyślałam wtedy, że może warto po raz drugi dołączyć do kursu i spróbować schudnąć. Stara Ja wierzyła, że bez szczupłego ciała nie będę szczęśliwa. Nowa Ja już wie, ile zasobów wymaga odchudzanie. Dlatego postanowiłam przestać wreszcie robić sobie pod górę i na razie odpuścić odchudzanie - mówi Kasia.

Skupia swoją energię na rodzinie. Kiedy kończy karmienie piersią, chudnie 10 kg, bez żadnych diet i restrykcji. 

-Myślę, że stało się tak dlatego, bo wreszcie zaczęłam słuchać własnego ciała i przestałam się katować myśleniem 100% albo nic. Zaczęłam odpoczywać, kiedy tego potrzebuję. Wtedy nie spodziewałam się jednak tego, co dopiero miało nastąpić. 

Plus 4, a nie 30

Z powodu pandemii mąż Kasi traci pracę. Początkowo nie ma szans na zasiłek, a ona martwi się, co da dzieciom do jedzenia. Z dnia na dzień traci całą energię, nie ma siły podnieść się z łóżka. Mieszka w Niemczech i biegle mówi w tym języku.

-To był taki czas, że nie mogłam się z nikim porozumieć. Ludzie wokół mnie mówili po niemiecku, a ja ich nie rozumiałam. Jak czytałam książkę po polsku, to kilka razy czytałam jedną kartkę i nic. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. 

Przed Kursem Skutecznego Odchudzania szukałaby ukojenia w jedzeniu. Tym razem było inaczej, nie przytyła 30 kg, jak działo się kiedyś. Postanowiła poprosić o pomoc, poszła do terapeuty.

-Okazało się, że mam depresję. Chodzę na terapię i po kilku miesiącach czuję się mocniejsza. Raz z ciekawości stanęłam na wadze i zobaczyłam plus 4 kg. Pomyślałam sobie, że kiedyś by było plus 30. 

Kasia wie, że wyrwała się z błędnego koła odchudzania. Starej Kasi, szukającej pocieszenia i energii w objadaniu się już nie ma. Teraz to Nowa Kasia decyduje o swoim życiu, o tym, jak mówi do samej siebie, jak myśli o swoim ciele. Stworzyła w swoim życiu przestrzeń na dbanie o siebie i swoje potrzeby. 

Zmiana myślenia

-Powoli wracam do nawyków z Kursu. Wierzę, że te wszystkie rzeczy były po coś. Nie chcę żeby moje dzieci skupiały się tylko na swoim wyglądzie. Żeby moja córka myślała, że musi być szczupła, piękna i idealna, bo jak nie, to będzie bezwartościowa.

Czasami nadal słyszy w głowie ten głos, który szepcze jej, że musi być szczupła i to najlepiej od razu, jutro. Teraz jednak rozsądek i wiedza są głośniejsze. Kasia wie, że zjedzenie kolejnej czekolady, a potem przejście za karę na restrykcyjną dietę jej nie pomogą. Zamiast tego akceptuje siebie, wyciąga wnioski i idzie dalej.

Jak wyrwać się z błędnego koła diet?

W utrzymaniu wagi pomagają Kasi nowe nawyki, samoświadomość i bycie wsparciem dla samej siebie. Małymi krokami zmierza do swojego celu, bo teraz już wie, jak tam dotrzeć.

-Już rozumiem, dlaczego w moim życiu pojawiło się błędne koło diet. Umiem inaczej reagować, gdy pojawiają się trudności. Odpuściłam myślenie 100% albo nic. Trenowanie przez 15 minut? Jeśli tego dnia mam mniej energii, to nawet 10 minut jest ok. Objadanie się podczas diety? Już mi się nie zdarza.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Skąd wziąć silną wolę, żeby schudnąć? Jaka jest rola motywacji, samozaparcia i silnej woli w zrzucaniu zbędnych kilogramów? Skąd wziąć zasoby niezbędne do odchudzania? Na te i wiele innych pytań odpowiem podczas bezpłatnego webinaru. Pokażę Ci, jak wzmocnić swoją silną wolę oraz przedstawię skuteczne metody, które możesz wdrożyć od razu.

skąd wziąć silną wolę, żeby schudnąć

Jeśli zdarza Ci się myśleć:

To mam dla Ciebie świetną wiadomość. Nie ma czegoś takiego, jak silna wola i słaba wola. Jest tylko dobrze i źle wytrenowana wola! A to oznacza, że możesz nad nią pracować.

 

W trakcie webinaru "Skąd wziąć silną wolę, żeby schudnąć" dowiesz się:

Szczegóły techniczne

Spotykamy się już 27 lutego o godzinie 20:00. Webinar potrwa ok. 60 minut. Po spotkaniu dostępna będzie powtórka, którą możesz obejrzeć aż do 7 marca. Polecam Ci jednak być na żywo, ponieważ organizuję konkurs, w ramach którego możesz wygrać darmowy dostęp do wersji PREMIUM Kursu Skutecznego Odchudzania o wartości 549 zł.

 

Gościnią 63. odcinka mojego podcastu jest Magda, Uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania. To kolejne spotkanie z serii rozmów z moimi podopiecznymi. Dziewczyny pokazują swoim przykładem, że zmiana w zgodzie ze sobą jest możliwa i skuteczna. Magda zaczęła się odchudzać, gdy miała 10 lat. Jak wspomina w rozmowie podczas tych pierwszych diet "motywowała się" zdaniami w rodzaju: nie żryj tyle, bo jesteś grubą świnią. Jak wyrwała się z błędnego koła diet i krytycznego myślenia o sobie? Posłuchaj odcinka, aby się dowiedzieć. Magda opowiada:

Wierzę, że historia Magdy będzie inspiracją dla wszystkich, którzy borykają się z efektem jojo i powoli zaczynają tracić wiarę w to, że uda im się trwale schudnąć. Magda pokazuje, że utrata kilogramów, to naprawdę może być efekt uboczny zmian w myśleniu i życiu.

Ty także, tak jak Magda, możesz polubić swoje ciało, skupić się na procesie i na zawsze pożegnać niechciane kilogramy. Dowiedz się więcej o Kursie Skutecznego Odchudzania.

kso

Jak skutecznie schudnąć? Czy droga do wymarzonej sylwetki wiedzie przez zakazy, nakazy i restrykcje, a może działanie w zgodzie ze sobą? Wciąż pokutuje w nas myślenie, że dieta trwa “od-do” i dopiero męka przyniesie rezultaty. Moje podopieczne pokazują, że jest wręcz odwrotnie: dieta, to sposób żywienia, który można wkomponować w swoje życie, aby czuć się lepiej. Utrata kilogramów staje się wtedy efektem ubocznym zmian w życiu. Zobacz, jak Daria, dzięki udziałowi w Kursie Skutecznego Odchudzania, nie tylko zrzuciła zbędne kilogramy, ale odnalazła wolność i szczęście.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Magda: Cześć Daria. Skąd w ogóle temat diet i odchudzania wziął się w Twoim życiu? 

Daria: Cześć Magda. Już jako dziecko słyszałam, że jem za dużo i jestem zbyt okrągła. W którymś momencie to już nie była nadwaga, a otyłość. Mieszkała z nami babcia, mama mojej mamy, rocznik 28. Była wspaniałą i cudowną kobietą, ale przeżyła wojnę, głód i próbowała dawać nam, czyli swoim wnukom to, co jest jej zdaniem najcenniejsze - jedzenie. Pamiętam, jak wracałam z podstawówki i siadałam przy biurku do lekcji. W szafce z lewej strony zawsze były drożdżówki, pączki, ptysie i inne słodycze. Z prawej - słodkie napoje, a w szufladzie batoniki. W domu panowała zasada, że nie można zostawić jedzenia na talerzu, a jak prosiło się o mało, to babcia i tak dokładała, bo to przecież z miłości. Do szkoły też dostawałam dużo jedzenia. Z drugiej strony, jak rodzice chcieli pomóc mi schudnąć, ale nie do końca wiedzieli, jak to zrobić. Kończyło się banem na słodycze, a owoce mogłam jeść bez ograniczeń. Zdarzało się, że jadłam na raz kilogram jabłek, bo przecież “od owoców się nie tyje”. Złych nawyków żywieniowych było niestety w moim domu pełno. Z wagą zmagałam się odkąd pamiętam, a mam 34,5 lat. Od Kursu Skutecznego Odchudzania, który rozpoczął się w marcu zeszłego roku, dużo się w mojej głowie zmieniło i jestem teraz w innym miejscu.

M: Mamy w sobie wiele błędnych przekonań na temat diet. Często spotykam się z tym, o czym mówisz: dzieleniu jedzenia na dobre i złe, myśleniu, że im mniej kalorii, tym lepiej.

D: Tak, że nie wolno jeść słodyczy, nie wolno jeść pizzy, nie wolno jeść makaronu, że to jest złe jedzenie, że ono tuczy. Że tylko sałata i inne warzywa, ewentualnie trochę białka, ale nie za dużo. Całe życie wierzyłam w takie zasady. Dzięki Kursowi Skutecznego Odchudzania przez pół roku zrzuciłam 10-12 kg, w zależności od dnia cyklu itd. Jak zaczął się Kurs i Ty powiedziałaś, że utrata kg, to będzie skutek uboczny, to ja po prostu to zbrechtałam. Nie mogłam w to uwierzyć, bo przecież to o to chodzi, żeby te kg się gubiły. A faktycznie działo się to przy okazji i to było dla mnie niesamowite doświadczenie.

jak skutecznie schudnąć

M: Jak to się stało, że nadal oglądałaś ten Kurs mimo takiego “zbrechtania” na samym początku? 

D: Prawda jest taka, że traktowałam go jak ostatnią deskę ratunku. W 2018 roku byłam w drugiej ciąży. Osiągnęłam wtedy wagę 110, 115 kg. Pod koniec, żeby się nie załamać, oszukiwałam, wchodząc na wagę. To nie był pierwszy raz w moim życiu, kiedy moja waga była 3 cyfrowa. Jako nastolatka też miałam taki moment. Czułam się wtedy, jakbym sięgnęła dna, jakbym waliła w mur, bo w teorii wiedziałam, co robić, a jednak tego nie robiłam. Stosowałam diety, byłam u dietetyczki, która z czasem stała się zresztą moją przyjaciółką. Nadal to było jednak tak, że opowiadałam koleżankom, jak schudnąć, a sama ciągle miałam efekt jojo - 90 kg, potem 80 kg, potem znowu 90 i 80. Wtedy postanowiłam pójść na psychoterapię i to było niesamowite. Przepracowałam sporo przekonań, które sprawiały, że nie mogłam dokonać zmiany. Myślałam wtedy, że już będzie super.

M: To co się wydarzyło?

D: Wykryto u mnie raka tarczycy. Przeszłam operację jej usunięcia. Później zewsząd słyszałam, że już zawsze będę gruba bo bez tarczycy nie mam szans schudnąć, że została mi już tylko otyłość i muszę się z tym pogodzić. Mam 34,5 lat, jestem mężatką 5,5 roku i było mi smutno, że nie czuję się pewnie, dobrze ze sobą. Chciałam dać moim dzieciom dobre podwaliny pod ich system żywieniowy. Po operacji miałam trudny czas, dobieranie hormonów to nie jest łatwa sprawa. Przeszłam przez miesiące wahań nastrojów i wagi. Pod koniec 2019 byłam w dołku. Koleżanka, która sama  długo zmagała się z kilogramami zaczęła Ciebie cytować u siebie na Facebooku. Trochę tego poczytałam i tak sobie pomyślałam “niby wszystko fajnie, ale młoda, chuda, zgrabna i gówniara, więc co może wiedzieć o życiu, zmaganiach, które mają starsi ludzie”. Na początku trochę Cię przekreśliłam, ale im więcej czytałam Twoich treści, dochodziłam do wniosku, że wiesz, co mówisz. Zobaczyłam reklamy KSO i rozmawiałam z mężem o tym, że ten kurs, to moja ostatnia deska ratunku. Mam to szczęście, że powiedział wtedy “nie możesz mówić, że to ostatnia szansa, trzeba próbować aż się uda”. I zapisałam się na Twój kurs, chociaż był to dla nas wtedy wysiłek finansowy.

M: Wiem, że trudno jest zaufać procesowi i temu, że słuchanie swojego ciała zadziała. Nigdy nie miałam nadwagi, nie byłam otyła. Dlatego nie śmiałabym powiedzieć komuś, że znam idealne rozwiązanie wszystkich jego problemów - natomiast w dowodach empirycznych widzę, że to, co wspólnie tworzymy podczas KSO działa. Zdaje sobie sprawę, że zupełnie inaczej brzmią jednak moje słowa, niż słowa osób, które przez ten proces przeszły i zupełnie zmieniły swoje życie. Jedna z kursantek, Ania, powiedziała kiedyś, że ona była święcie przekonana, że nie schudła w życiu dlatego, że za mało się biczowała i próbowała się biczować jeszcze bardziej, bo widocznie była dla siebie zbyt pobłażliwa. Bardzo wiele osób tak myśli. Dopiero, kiedy przestaniemy się karać i dokręcać śrubę, mogą zajść zmiany. Kiedy u Ciebie nastąpiło takie przesunięcie w myśleniu, że skupiłaś się na procesie, a nie efekcie?

D: Wiesz, czasami wydaje mi się, że to była magia, chociaż w magię nie wierzę! Przez pierwsze dwa spotkania w ramach Kursu słuchałam, co mówisz, kiwałam głową, ale nie robiłam żadnych ćwiczeń, bo nie wierzyłam, że rozpisanie czegoś na kartce w czymkolwiek mi pomoże. Powoli jednak te nagrania zaczęły zmieniać to, jak myślę. Odzyskanie poczucia sprawczości było przełomowe. Jestem silną kobietą, daję sobie radę, jak trzeba to zakasam rękawy i robię, co trzeba. Jestem odważna, nie boję się wyzwań. Uważam się za osobę o silnym charakterze, dlatego tym bardziej trudne było dla mnie to, że nie miałam sprawczości nad moim odżywianiem. Długo to racjonalizowałam: że to przez mieszkanie z rodzicami, ich złe nawyki. Wyprowadziłam się, ale moje nawyki nadal były złe. Wychodziłam do sklepu po chleb, a wracałam z siatką słodyczy. Zjadałam to na raz i ryczałam, jaka jestem głupia, beznadziejna i nigdy mi się nie uda. Miałam obsesję jedzeniową, która wkroczyła do mojego domu. Mąż nie mógł kupować sobie słodyczy, bo jak zauważyłam je kątem oka, to nie mogłam się powstrzymać. On zjadał kawałeczek, a ja resztę i to po kryjomu. Uzmysłowiłam sobie, że sprawczość jest tym, czego mi brakuje. 

jak skutecznie schudnąć

M: I co było potem?

D: Zaczęłam od pytań, które zadajesz w kursie: jakie emocje towarzyszą jedzeniu? Dlaczego jem? Tutaj pomogło mi też zaplecze z psychoterapii. Zaczęłam zauważ schematy, które mną rządzą, obecność wielu mechanizmów uzmysłowił mi też Kurs. Kiedyś jak zjadłam kostkę czekolady, będąc na diecie, to unieważniałam wszystko, co było wcześniej - uznawałam, że wszystko zaprzepaszczone i mogę zjeść czekoladę, burgera i wypić colę. Teraz jest zupełnie inaczej. Potrafię kupić sobie coś słodkiego, gdy mam to ochotę i zjeść to spokojnie. Kiedyś jadłam słodycze w drodze do domu lub po kryjomu w samochodzie. Początki Kursu obnażyły wiele moich wewnętrznych zmagań To było bardzo uwalniające, że ja nie jestem chora psychicznie, tylko cała masa ludzi tak ma. Grupa na Fb przy KSO była dla mnie olbrzymim wsparciem. 

M: Wsparcie społeczne jest niesamowitym zasobem, a wiele osób nie ma go w swoim najbliższym otoczeniu. Na grupie często pojawiają się posty, że ktoś potrzebuje się wyżalić i to jest uwalniające, móc uzyskać wsparcie w takiej sytuacji. Ja sama bardzo cenię tę grupę i to, że mogę dzięki niej lepiej poznać Kursantów. Jestem strasznie dumna ze zmian, jakie wprowadzacie w swoim życiu i z tego, że mogłam być częścią Waszej drogi do szczęśliwszego i spokojniejszego życia. 

D: Dla mnie jesteś osobą, którą będę pamiętać nawet za 50 lat. Zmieniasz narrację, że dieta to 1200 kcal, 800 kcal i treningi 1,5 godziny dziennie. Słyszałam w swoim życiu komentarze: “no, ale jaki Ty masz problem? Po prostu jedz mniej”. To tak, jak powiedzieć alkoholikowi: “pij mniej”. Problemy z jedzeniem towarzyszą nam na każdym kroku, to jest bardzo trudne. Kurs pokazał mi, że nie ma “złego” jedzenia. Skoro można jeść wszystko i chudnąć, to pomyślałam, że może też spróbuję? Zainstalowałam aplikację do liczenia kalorii, obliczyłam swoje minimalne zapotrzebowanie, poniżej którego nie mogę zjeść i byłam w szoku, jak ono jest wysoko. Postanowiłam przestać walczyć ze sobą. Jeśli przed miesiączką mam ochotę na coś słodkiego, to mogę to zjeść, tylko chodzi o to, żeby nie zjeść całej reklamówki słodyczy. Po raz pierwszy jedzenie przestało mnie wołać. Mam ochotę, to po prostu je biorę, kosztuję, ale nie mam takiego poczucia, że muszę szybko zjeść, bo ludzie na mnie patrzą. Nie czuję wstydu, gdy po nie sięgam, mimo że mam nadwagę, a inni ludzie widzą, że to jem i pewnie myślą, że jestem słaba. To nie moja sprawa, co myślą sobie inni ludzie. Przestałam karać swoje ciało, bo jest grube, głupie i nie potrafi schudnąć. Ta zmiana zaszła trochę sama, przy okazji. 

jak skutecznie schudnąć

M: Zakazy powodują, że jeszcze bardziej się objadamy. Paradoksalnie pozwolenie sobie jest kluczem do sukcesu. Możesz pójść do sklepu i kupić sobie coś słodkiego, jeśli chcesz. Opowiadam na Kursie o syndromie młodego kierowcy. Jak zrobisz prawo jazdy, to chcesz wszystkich wszędzie wozić. I podobnie ze słodyczami - na początku, jak dasz sobie zgodę na ich jedzenie, to może się ich pojawić więcej, ale w końcu Ci się znudzą, tak jak odwożenie wszystkich jakiś czas po zrobieniu prawka. Jeżeli słuchasz swojego ciała, to potrafisz poznać, kiedy następuje ten moment, że już właściwie nie masz ochoty na słodycze.

D: To jest znowu kwestia sprawczości. Bardzo mi doskwierało, że mój mąż po południu, gdy dzieci mają drzemkę, je ciastka albo lody, a ja nie mogę. Pojawiała się frustracja i myśl, że to walę i jem tyle, co on. Potem miałam wyrzuty sumienia i nie jadłam obiadu i kolacji. Dopiero na kursie zrozumiałam, że nawet, jak już się popełni tę gafę żywieniową i zje się czegoś za dużo, to potem po prostu trzeba jeść normalnie i się nie biczować. Diety zawsze były dla mnie trudne, bo lubię jeść. Pamiętam, jak na Dukanie najgorszy był dzień, kiedy nie można jeść  warzyw, a ja miałam taką straszną ochotę je zjeść, bo naprawdę je lubię. Ciągle towarzyszyła mi myśl, że wszystkiego muszę sobie odmawiać, żeby schudnąć. KSO pomogło mi zrozumieć, że odmawianie sobie, to w ogóle nie jest dobra droga. Zrzucanie zbędnych kilogramów, to nie jest walka ze sobą, tylko o siebie -  o swoje lepsze samopoczucie, o więcej siły, o to, żeby siebie lubić, akceptować. Wydawało mi się, że mam te rzeczy przepracowane, bo kiedy tyłam, to mówiłam sobie: “Daria, jesteś spoko babka, tylko jesteś gruba”. Nie widziałam, że to jest wciąż zwalczanie siebie. Jak zaczęłam nad tym pracować, to mogłam pozwalać sobie na więcej, słuchać swojego ciała i akceptować własne potrzeby. Teraz, kiedy następuje moment w moim życiu, w którym nie mam przestrzeni i zasobów na liczenie kalorii, to ja nie tyję, nie wpadam w efekt jojo. To nie zdarzyło się jeszcze nigdy w moim życiu. KSO, to nie jest kurs odchudzania, tylko zmiany myślenia. 

M: Śmieję się, że ten kurs powinien się nazywać Psychodietetyczny Kurs Skutecznego Odchudzania i nawet tak zaczęłam o nim mówić. To w głowie muszą zajść zmiany, aby możliwe było schudnięcie i  utrzymanie efektów. Tak, jak mówisz, ten kurs, to nie jest dieta na “czas idealny”, kiedy masz przestrzeń na gotowanie 5 posiłków i treningi. On wyposaża w takie umiejętności, które pozwolą Ci nie przytyć, gdy masz masę obowiązków, dzieci i stres. 

D: Dokładnie, ten stres jest tutaj kluczowy z mojego punktu widzenia. Drastyczne obcięcie kalorii to wprowadzenie komórek, naszego ciała w dodatkowe napięcie. U mnie w domu było bardzo nerwowo o poranku, dzieci do przedszkola, żłobka, mąż do pracy, ja do pracy, a jeszcze przez operację dopiero 30 min po tabletkach mogę coś zjeść. Kiedyś wierzyłam w to, że jedynym dobrym sposobem żywienia jest 5 posiłków dziennie i śniadanie pół godz. po przebudzeniu, bo inaczej koniec. To też dokładało do porannej nerwówki. Kiedy uwolniłam się od przekonania, że muszę zjeść to śniadanie, bo inaczej cały dzień dietetycznie zawalę, to się okazało, że mogę zjeść śniadanie, jak już wszyscy wyjdą z domu i nic się nie stanie. Mogę zjeść na kolację coś z owocami, to żaden problem. Cała masa reklam “nie wolno Ci” i czerwone iksy: węglowodanów, owoców, warzyw, pizzy, tego, tamtego, musisz jeść to i wtedy Ci się uda, to wszystko kłamstwa. A ja nie muszę w nie wierzyć. 

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

M: We mnie się gotuje, gdy widzę takie listy produktów zakazanych. Świetnie słyszeć tę pewność w Twoim głowie. Widać, jak wielką mentalną pracę wykonałaś. 

D: To był długi proces, bo kiedyś myślałam, że nie ma dla mnie ratunku, a tymczasem ten ratunek jest w nas. Zacznijmy siebie słuchać, bo większość problemów z nadwagą, to są problemy ze sobą. Jesteśmy z czymś niepogodzeni, coś jest nie załatwione, nie dbamy o siebie. Kiedyś uważałam, że sen w ciągu dnia, to wstyd i hańba, lenistwo. Jak byłam z dziećmi na macierzyńskim i one szły spać, to nieważne, że miałam podkrążone oczy i byłam zmęczona, nie szłam spać. Bo było sprzątanie, samorozwój, nauka angielskiego. Teraz widzę to błędne koło - mogłam wtedy wyluzować, zadbać o siebie. Mogłam pozwolić sobie na odpoczynek, na to, żeby nie ćwiczyć, jeśli nie mam zasobów. To jest tak niesamowita wolność i zmiana myślenia, że nie uwierzyłabym, słuchając siebie dwa lata temu, że to jest możliwe bez bólu, bez biczowania się, bez restrykcji, bez tej “ciężkiej pracy, bez której nic nie można osiągnąć”. To naprawdę można robić w zgodzie ze sobą i bez wyrzeczeń. Zrobienie przerwy w tym procesie zmiany też niczego nie przekreśla. Sprawia tylko, że możemy zebrać siły do dalszej pracy. 

M: Są takie momenty w naszym życiu, że te zasoby są tak rozlokowane, że gdybyśmy nie wykonali pewnej mentalnej pracy, to nasz organizm by wszedł w automatyzmy. Dla nas w takim momencie i tak wysiłkiem jest utrzymanie masy ciała i nie trzeba się za to biczować, tylko docenić. Bo to jest wysiłek i duża samoświadomość, by umieć powiedzieć sobie “ok, teraz nie mam przestrzeni na odchudzanie, ale nie oznacza to, że wrócę do tego, co było przed, tylko wprowadzę plan minimum”. Zadbam o siebie.

D: Tu chodzi o słuchanie siebie, docenianie swoich sukcesów i starań. Nie pamiętam, kto to powiedział, ale mocno utkwiło mi w głowie zdanie, że “czas i tak minie”. Jeżeli nic dzisiaj nie zrobię, bo uważam, że nie dam rady osiagnąć 100% założonego celu, to za pół roku mogę być w tym samym miejscu. Ale jak zacznę włączać te małe rzeczy i będę ich pilnować, to upływający czas zadziała na moją korzyść. Kiedyś miałam w głowie wymarzoną wagę 68 kg. W trakcie tego procesu ona straciła znaczenie, to są tylko cyfry. Jestem wierząca i nawet moje życie wewnętrzne, duchowe zmieniło się od tego, co wydarzyło się w mojej głowie, bo czuję się wolna. Dałam sobie zgodę na błędy, próby, nie bycie doskonałą. To, że zdarzy mi się wtopa, nie znaczy, że jestem beznadziejna. Mogę dać sobie kolejną szansę. Po różnych dietach i zdobywaniu wiedzy w zakresie żywienia wciąż brakowało mi takiego “przekliknięcia” w mózgu. Właśnie to dał mi ten kurs. I tu nie chodzi o to, że ja go reklamuję, bo mnie o to prosiłaś, tylko ten kurs naprawdę zmienił moje życie. Pokazał mi, że można działać metodą małych kroków, nie trzeba od razu uprawiać intensywnie sportu, jeść idealnie zbilansowanych posiłków itd. Najpierw dałam sobie przestrzeń, żeby ogarnąć temat słodyczy, potem ruchu, następnie spróbowałam wsłuchać się w siebie i siebie polubić, nawet z tymi boczkami i tłuszczykiem. To jest dla mnie niesamowite, że to takie proste. 

M: Lubię używać takiej metafory, że nasze życie jest jak zegarek, w którym zdzierają się zębatki. Przez to gorzej chodzi, a KSO na nowo ten mechanizm nakręca. To jest niesamowite, że mamy dwa lata od pierwszej edycji i teraz się dzieje magia. Ale nie magia w stylu diet cud i metamorfoz po 5 tygodniach, tylko rozmawiam z Uczestniczkami kursu po kilku, kilkunastu miesiącach i Wy opowiadacie mi o niesamowitych zmianach w Waszych życiach. KSO jest często pierwszym krokiem na ścieżce samorozwoju. Takim momentem przełomowym, w którym Uczestnicy uświadamiają sobie, że ten proces się nie kończy. To nie jest dieta “od do”, tylko stopniowe wprowadzanie zmian i uczenie się siebie, aby dopasowany do nas styl żywienia i dieta stały się elementami naszego życia. 

D: Pokutują w nas te nieprawdziwe przekonania. Że jak nie dasz rady być na diecie 1200 kcal albo ćwiczyć 7 razy w tygodniu, to jesteś cieniasem i się nie starasz. 

M: Albo nie jedz słodyczy przez 30 dni, a jak zjesz po 10 dniach, to jesteś słaba. 

D: Z drugiej strony potrafimy też świetnie siebie oszukiwać. Bo czym innym jest cheat day na diecie? Potrafiłam w trakcie takiego dnia zjeść tyle, że przez kolejne 2 tygodnie mogłabym nic nie jeść. Kogo oszukiwałam? Tylko siebie. A tymczasem clue jest bycie szczerym wobec siebie. Im więcej tkwisz w tym kole “cudownego” odchudzania, w którym chudniesz i tyjesz, tym potem jest trudniej. Organizm pewne rzeczy zapamiętuje i potem się wzbrania przed spalaniem tkanki tłuszczowej, bo się boi, że za chwilę tych kalorii będzie jeszcze mniej. Dlatego obliczyłam sobie, ile kalorii muszę jeść, by schudnąć i byłam w szoku, gdy pokazało mi na początku 1850. Nie wierzyłam, że to możliwe, ale naprawdę widziałam, że jem i chudnę. W ogóle nie było tej wściekłości, którą zawsze czułam na diecie. Do dzisiaj niektórzy bliscy mówią mi “jeszcze nie przytyłaś”, bo mają przekonanie, że skuteczne odchudzanie nie może być zbyt łatwe i przebiegać bez całej tej frustracji. 

jak skutecznie schudnąć

M: Jest dokładnie tak, jak mówisz. Mózg przyzwyczaja się do różnych restrykcyjnych diet. Badania naukowe potwierdzają, że im więcej nieudanych diet za Tobą, tym trudniej się z tego wyrwać. Im szybciej taką spiralę odchudzania przerwiesz, tym lepiej. Problem tkwi jednak w tym, że w trakcie mojej praktyki zawodowej jeszcze nigdy nie spotkałam się z kimś, kto chcąc schudnąć od razu udaje się do dietetyka czy na kurs. Zwykle najpierw wjeżdżają diety cud, restrykcje, nieracjonalne żywienie. I nic dziwnego, skoro zewsząd zalewają nas takie treści. Marzy mi się, że kiedyś będzie inaczej, bo to będzie znaczyło, że termin “odchudzanie” zmienił swoje znaczenie w świadomości zbiorowej. 

D: To wszystko kwestia pewnej narracji. Dietetyk to jest osoba, który naprawdę może odmienić ludzkie życie. Ale też nie ma się co oszukiwać - żyjemy w świecie, w którym w każdym zawodzie są ludzie dobrzy i oddani temu, co robią oraz tacy, którym zależy na szybkim zysku. Diety cud i kuracje odchudzające, to szybki zarobek. Z drugiej strony widzę, że w sieci coraz więcej jest przekazów, że nie trzeba się szarpać. Jest inna, spokojniejsza droga. To, że masz większy rozmiar, nie znaczy, że jesteś gorsza czy mniej wartościowa. Po prostu masz jakieś zmagania przed sobą, ale jesteś w stanie krok po kroku przez to przejść. 

M: Dużo jest jeszcze do zmiany w świadomości społecznej, bo niestety żyjemy w kulturze diet. Ale głęboko wierzę, że te zmiany zaczynają się od jednostek. Od dziewczyn takich, jak Ty Daria, jak Iza, Ania, Agata i wiele innych Uczestniczek i Uczestników KSO czy innych kursów i szukających wsparcia specjalistów. Wy podjęliście pracę nad sobą, wypracowaliście realną zmianę w swoim życiu i zrobiliście to w zgodzie ze sobą, a nie przeciwko sobie. Myślę, że swoim przykładem naprawdę pokazujecie, że się da. 

jak skutecznie schudnąć

D: Zdecydowanie się da. Globalnie brakuje nam racjonalnego spojrzenia na ciało. Dziewczynki 8, 9 letnie mówią, że są za grube i muszą schudnąć. Z drugiej strony mamy 70 latki, które wyglądają jak 30 latki, bo są całe ponaciągane i zrobione, a do tego fit mamuśki w internecie, które 2 mies po porodzie są chudsze niż przed. Bardzo się cieszę, że wreszcie głośno mówi się o tym, że nasze ciała się zmieniają i to jest ok. To jest normalne. Jak Ci to przeszkadza, to ok, rób z tym coś, ale w zgodzie ze sobą. Myślę, że właśnie to jest klucz do skutecznego odchudzania.

M: A to dopiero początek zmian. 

D:  Za tym zdecydowanie idą kolejne rzeczy. Jak pokonujemy te trudności, które każdy z nas ma w jakimś obszarze, to kolejne rzeczy w naszym życiu mogą być uwalniane, możemy żyć lepiej. Ja po prostu jestem szczęśliwsza. Czuję wolność, której nie myślałam, że doświadczę. 

M: Widać i słychać, że tak jest. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć osobom, które teraz czują się tak, jak Ty kiedyś? Myślą, że nigdy im się nie uda?

D: Chcę Wam powiedzieć, że nie jesteście beznadziejni. To, że do tej pory nie udawało Wam się schudnąć tyle kg, ile uważacie, że macie za dużo, nie ma wpływu na to, jak wartościowymi ludźmi jesteście. To jest tylko powłoka zewnętrzna. Naprawdę możecie osiągnąć to, czego pragniecie. Nie trzeba się szarpać, tylko dać sobie szansę, pozwolić sobie na popełnianie błędów w tym procesie. Nie poddawajcie się. 

M: Dziękuję Ci za rozmowę Daria i trzymam kciuki za dalsze zmiany. 

D: Dziękuję. 

Całej rozmowy z Darią posłuchasz poniżej:

 

magnifiercross