Magdalena Hajkiewicz
16 marca 2021

Jak skończyć z restrykcjami? Wywiad z Ewą, uczestniczką Kursu Skutecznego Odchudzania

Jak skończyć z restrykcjami? To bardzo trudne wyrwać się z błędnego koła diet, w którym odmawiamy sobie wszystkiego, a potem objadamy się ze zmęczenia, frustracji, napięcia. Często to, co na zewnątrz wygląda jak forma życia, okupione jest okrutnym traktowaniem samej siebie. Dobrze wie o tym Ewa, uczestniczka Kursu Skutecznego Odchudzania, która przeszła w swoim życiu przez wiele lat restrykcji i morderczych treningów. Jak skończyła z restrykcjami i zbudowała dobrą relację z ciałem i jedzeniem? Opowiada o tym w wywiadzie.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

Magdalena Hajkiewicz-Mielniczuk: Rozmowy z uczestniczkami Kursu Skutecznego Odchudzania zwykle zaczynam od pytania, skąd diety wzięły się w ich życiu. Ciebie muszę jednak zapytać najpierw o Twój tatuaż. Co symbolizuje? 

Ewa: Wytatuowałam sobie falę pod prawą kostką. Motyw wody jest dla mnie ważny, szczególnie od momentu przemiany. Wierzę, że nie da się pokonać fali, ale można nauczyć się surfować. I ja właśnie tego się uczę - w emocjach, jedzeniu. Ten tatuaż to było zamknięcie rozdziału detoksów, liczenia kalorii, diet. Przypomina mi też o drodze, którą przeszłam. 

M: Symbolika Twojego tatuażu bardzo mnie porusza. Zapraszam Cię na wspólne surfowanie, aby domknąć ten rozdział Twojego życia. Kiedy zaczęłaś się odchudzać? 

Jak skończyć z restrykcjami

E: Jakieś 15 lat temu, będąc jeszcze w podstawówce. Byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Nie przejmowałam się tym, co jem, bo dużo się ruszałam. Trenowałam pływanie i taniec towarzyski, więc tego ruchu było bardzo dużo. Już wtedy zaczęłam się jednak porównywać do innych dziewczynek. Zakodowałam sobie w głowie, że wyglądam inaczej, a nie pomyślałam, że szersze barki wynikają z pływania. Myślałam, że we mnie jest jakiś problem, że za dużo jem. Kiedy teraz patrzę na swoje zdjęcia z tamtego czasu, to widzę, że byłam wręcz drobna. Mnie wydawało się jednak, że jestem gruba. W klasach 4-6 zaczęłam świadomie wykluczać “zakazane” produkty, jak ziemniaki czy chleb. Ograniczałam jedzenie od poniedziałku do piątku, a w weekend jadłam pod korek, wszystko co było “zakazane”, słodkie, tłuste. W gimnazjum usłyszałam pierwszy przykry komentarz na temat mojego wyglądu. To było na wf, podczas ćwiczeń rozciągających, które wykonywałam bez problemu. Jedna z dziewczyn powiedziała, że nic dziwnego, skoro mam takie grube nogi. Wtedy dostałam potwierdzenie, że coś jest ze mną nie tak. Zaczęłam ściśle kontrolować jedzenie i krytycznie podchodzić do tego, jak wyglądam. Jednocześnie nie miałam wiedzy o żywieniu ani o tym, jak zmienia się ciało kobiety w okresie dojrzewania. W szkole nie mieliśmy lekcji na ten temat. 

M: Ja też nie mogę sobie przypomnieć takich lekcji ze szkoły, a myślę o tym, ilu problemów dałoby się uniknąć, gdyby ta wiedza była przekazana. Ilu moim pacjentom mogłoby to oszczędzić cierpień. 

E: Może moja historia też wyglądałaby inaczej, gdyby ktoś powiedział mi, że jak trenujesz, to musisz zwiększyć kaloryczność diety, a ciało ulega zmianom w wyniku dojrzewania. Tymczasem nic nie wiedziałam o dbaniu o siebie.

M: To jest krzywda, którą wyrządza się dziewczynom, nie dając im wiedzy o tym, jak zmieni się ich ciało. A jeżeli nie wytłumaczy się nam tego, co się z nami dzieje, to będziemy to interpretować na chybił trafił - np. obwiniając siebie o całkowicie naturalne zmiany. W takim newralgicznym momencie byłoby nam o wiele łatwiej, gdybyśmy wiedziały, czego się spodziewać. Ja podobnie do Ciebie wspominam gimnazjum jako trudny czas pod tym względem. 

E: Podejmowałam też wtedy próby odchudzania suplementami. Brałam tabletki na usunięcie wody z organizmu, przechodziłam na kolejne diety. W liceum moja relacja z jedzeniem i ciałem jeszcze bardziej się pogorszyła. Chodziłam do szkoły z internatem, miałam więcej nauki i mniej czasu na ruch. Przybrałam trochę na wadze, ale w mojej głowie wyglądałam strasznie. Gdy dzisiaj patrzę na zdjęcia z tamtego okresu zupełnie inaczej postrzegam siebie. Miałam normalne, kobiece ciało. Dzięki niemu mogłam zajmować 1. miejsce w zawodach pływackich i pokonywać chłopaków na torze. W domu od zawsze słyszałam komentarze na temat mojego wyglądu i nabrałam przekonania, że moja wartość się na nim opiera. Każdy dodatkowy kilogram był udręką. Dlatego trudne były dla mnie słowa babci: “ciebie tam w tym internacie dobrze karmią, nie?”. Jedzenie było moim pocieszycielem, bo bycie z daleka od domu, to był duży stres. Cały czas męczyłam się na różnych dietach od-do. Planowałam diety od poniedziałku, mówiłam sobie, że wezmę się za siebie, jak będe mieć mniej nauki itd.

Jak skończyć z restrykcjami

M: Czy to było trochę tak, że Twoje życie trochę krążyło wokół jedzenia i wyglądu?

E: Tak. To nie była jeszcze obsesja, która narodziła się później, ale te myśli były obecne cały czas. Nieustannie porównywałam się z innymi, a kompleks grubych nóg długo ze mną pozostał. Potem były studia i sporo nowych wyzwań. Nie zdałam 1. roku i nie mogłam go powtarzać. Studiowałam filologię szwedzką i bardzo mi na tym zależało. Dlatego postanowiłam wyjechać na rok, żeby szlifować język i wrócić po roku na studia. Tak niestety się nie stało, bo zmienili punktację podczas rekrutacji. Znowu nie mogłam wrócić na studia do Krakowa, ale okazało się, że jest możliwość studiowania na SWPS w Warszawie. To było dla mnie trudne, wyprowadzka na rok do Szwecji, potem przeprowadzka do Warszawy. Dużo rzeczy z przeszłości dawało też o sobie znać. Jedzenie stało się dla mnie takim miłym momentem w ciągu dnia, czymś, co poprawia mi nastrój, daje pocieszenie. Kiedy teraz patrzę na swoje stare zdjęcia to widzę, że wyglądałam normalnie. Nie mam ich zbyt wielu, bardzo się sobie nie podobałam i nie chciałam, żeby robiono mi zdjęcia. Te nieliczne pokazują jednak, jaka byłam zmęczona ciągłym zastanawianiem się nad moją figurą, trzymaniem diet i nawarstwiającymi się problemami.

M: Dlatego tak trudno rozstać się z jedzeniem, kiedy pełni tyle różnych funkcji. Jeżeli daje nam poczucie bezpieczeństwa, to jak mamy sobie to odebrać w trudnych momentach życiowych? Mówienie komuś “po prostu nie jedz, jak nie chcesz, co to za problem?” jest bez sensu. To nie jest takie proste.

Jak skończyć z restrykcjami

E: To jest naprawdę ciężkie. Już na magisterce w Krakowie wróciły myśli o “braniu się za siebie”, bo wydawało mi się, że przytyłam. Miałam wielką motywację do zmian i co zrobiłam? Przeszłam na post Dąbrowskiej. Wtedy zaczęły się napady kompulsywnego jedzenia, bo byłam tak głodna i zmęczona, że mój organizm wręcz wołał o jedzenie. Uznałam, że to nie dla mnie, więc zaczęłam szukać dalej - może dieta 1500 kcal? Nadal byłam jednak aktywna, trenowałam crossfit 4 razy w tygodniu, do tego pracowałam i studiowałam. Cały czas sztywno trzymałam się limitu kalorii, ale wciąż wracały napady objadania, bo tak nie dało się żyć. Miałam wyrzuty sumienia, myśli, że jestem słaba, bo nie potrafię nawet diety utrzymać. Po napadzie kolejnego dnia obcinałam kalorie albo ćwiczyłam za karę. Wszystko kręciło się wokół poczucia winy, kompensacji, odmawiania sobie. Byłam permanentnie wkurzona, zestresowana, nie miałam na nic siły, nie mogłam na niczym się skupić. Wtedy jeszcze bardziej zafiksowałam się na temacie jedzenia i wyglądu. Nie patrzyłam na moje ciało przez pryzmat tego, że umożliwia mi ruch, uprawianie sportu czy doświadczanie przeróżnych rzeczy. Cały czas męczyłam je dietami, nadmiernym ruchem i nie akceptowałam u siebie żadnych niedoskonałości. Niemalże bez przerwy myślałam też o tym, co mogę zjeść. Jadłam posiłek i myślałam, co zjem na kolejny, bo już byłam głodna. To nie był głód fizjologiczny, tylko psychiczny, ciągłe nienajedzenie. 

M: Takie psychiczne ssanie, ciągła obecność jedzenia z tyłu głowy?

E: Tak, nie mogłam uciszyć tych myśli. One zagłuszały też dobre doświadczenia. Polecieliśmy całą rodziną do Meksyku na ślub mojej siostry. Tam też wszystko kręciło się wokół jedzenia. Jadłam bez ograniczeń, totalnie popłynęłam. To nie byłoby nic złego, ale jak wróciłam do Polski, to złapałam się za głowę. Teraz, jak oglądam zdjęcia, to nie widzę, żebym miała nadwagę. Wtedy wydawało mi się, że jestem grubsza niż moja siostra, mama. Miałam wyrzuty sumienia, że jem więcej niż mój tata. 

M: Myślisz, że ten zakrzywiony obraz siebie powodował to ciągłe napięcie? 

E: Myślę, że tak było. Po powrocie z Meksyku znowu był czas na “branie się za siebie”. Crossfit, kontrolowanie jedzenia, karanie się. Ale ciągle byłam też zmęczona, miałam dość. Zaczęło do mnie docierać, że coś jest nie tak, dlatego zgłosiłam się do psychodietetyka. Przy wzroście 165 cm ważyłam wtedy 67 kg, ale miałam sporo mięśni. Chciałam uporządkować swoje relacje z jedzeniem, móc wyjść ze znajomymi i zjeść coś bez myślenia, ile to ma kalorii. Poprawa sylwetki i utrata kg miała być efektem tego uporządkowania. Byłam w szoku, gdy psychodietetyczka zaproponowała mi dietę 2000 kcal. Nie mogłam uwierzyć, że przy takiej kaloryczności schudnę. Powiedziała, że najpierw muszę odbudować to, co zniszczyły restrykcje. Ta dieta była dopasowana do mnie, zaczęłam od małego deficytu. Dostałam w rozpisce brownie, naleśniki, krewetki - nie mogłam uwierzyć, że na diecie nie trzeba w kółko jeść sałaty. Wtedy w końcu zaczęłam się czuć dobrze, byłam nasycona po posiłku, miałam energię na trening. Przestałam ciągle myśleć o jedzeniu. Po tych początkowych sukcesach zaczęłyśmy coraz bardziej redukować kaloryczność i doszłam do formy życia - 60 kg - ale przez pot i łzy. Miałam wtedy bardzo dużo obowiązków, a nadal przygotowywałam sobie jedzenie z rozpiski. Towarzyszyły mi też napady jedzenia. Wciąż chciałam ciąć kalorie. Wciąż bałam się, że przytyję. Wciąż dowalałam sobie treningami. Wciąż uważałam, że moje uda są za grube. Swoje poczucie wartości uzależniałam od tego, co powiedzą o mnie inni. Po raz pierwszy pojawiło się jednak szukanie przyczyn, dlaczego tak jest? Skąd biorą się te kompulsje, te negatywne emocje, karanie siebie?

Jak skończyć z restrykcjami

M: Czyli pojawiła się autorefleksja. Do czego doszłaś w toku tych przemyśleń?  

E: Wtedy jeszcze do niczego konkretnego, bo znowu wkręciłam się w błędne koło diet. Bardzo się stresowałam, że jak stanę na wadze w gabinecie dietetyczki, to okaże się, że przytyłam przez te kompulsje. Lubiłam rozpiski, które mi przygotowywała, ale bałam się, że jak będę jeść coś innego, to na pewno nie schudnę. Jak jechałam na weekend do domu, to gotowałam sobie posiłek, żebym czasem nie zjadła czegoś “zakazanego”. Nie wychodziłam ze znajomymi na miasto, żeby coś zjeść, a jak już musiałam, to sprawdzałam wcześniej kaloryczność posiłków. Bardzo przejmowałam się też makro. Proporcje pomiędzy składnikami musiały być idealne, bo jak coś było zachwiane, to świat walił mi się na głowę. Myślę, że to były początki ortoreksji. W tamtym czasie wstawałam o 5:00 żeby zrobić trening przed moją główną pracą, szłam do pracy, jak nie miałam dodatkowych treningów, to leciałam na sauny i tam pracowałam do 23:00. Cały ten czas na nogach, na redukcji. Napady się nie skończyły i w listopadzie 2019 przytyłam 4 kg. To była dla mnie tragedia. 

M: Brzmi jak coś, co nie mogło się udać na dłuższą metę. Ogromny wysiłek, mnóstwo wyrzeczeń, standardów i kar. To musiał być dla Ciebie bardzo trudny czas.

E: Wtedy właściwie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jakiś czas potem leciałyśmy z moją przyjaciółką na Madagaskar. Przygoda życia, ale w mojej głowie była tylko myśl, że muszę tam schudnąć. Z tej podróży wróciłam wycieńczona, w ogóle nie czułam satysfakcji i radości. Jakiekolwiek zdjęcie z tej podróży dodałam na media społecznościowe prawie rok po powrocie do Polski. Powód? Bałam się, że ktoś zwróci uwagę na moje „grube ramiona”. Nie liczyło się to, że chcę się podzielić moimi doświadczeniami. „Najważniejszy” był wygląd i lęk przed negatywną oceną.

Jak skończyć z restrykcjami

To był 2020 rok. Pamiętam, jak mój kuzyn chciał zaprosić nas na wesele, a mi żaden termin nie pasował, bo miałam “coś ważnego”, a tym “czymś ważnym” był trening. Wtedy dotarło do mnie, że źle ze mną. Zapytałam siebie, co robię z własnym życiem. Co takiego by się stało, gdybym odpuściła trening? Tymczasem nie mogłam tego zrobić, nie potrafiłam odpuścić kontroli jedzenia, wciąż odczuwałam poczucie winy. Jedzenie i treningi mnie kontrolowały - nie odwrotnie. W lutym albo w marcu 2020 trafiłam na Ciebie, już nie pamiętam jak, ale się śmieję, że jak uczeń jest  gotowy, to nauczyciel się pojawia. Pamiętam, że najpierw trafiłam na Twój webinar “Emocjonalne przyczyny otyłości”. Kiedy go obejrzałam, to poczułam, że chcę wiedzieć więcej, chcę to zgłębić. Mówiłaś wtedy też o Kursie Skutecznego Odchudzania, weszłam na stronę i stwierdziłam, że idę w to. Czułam, że to jest to, czego mi trzeba. W marcu zaczął się Kurs. 

M: Tak, pandemiczna edycja. 

E: Z tamtego okresu pamiętam, że nie przejmowałam się tym, że jest pandemia i ludzie umierają, tylko tym, że zamkną siłownie, nie będę mogła trenować i biegać. A wtedy na pewno przytyję i świat się zawali. Każdy kolejny tydzień Kursu, to było nowe odkrycie. Zdobyłam wiedzę o żywieniu i psychologii, o których wcześniej nie miałam większego pojęcia. Wiele tych treści to było dla mnie olśnienie. Powoli zaczęłam tworzyć wokół siebie taką bańkę dobrego kontentu. Takie racjonalne przekazy były odświeżające. Poszerzałam też moją granicę tolerancji. Już któryś miesiąc jadłam tylko to, co miałam rozpisane w diecie, bo się bałam, że inaczej przytyję. Pod wpływem Kursu postanowiłam kupić e-booki i spróbować ugotować i zjeść coś innego. Teraz się z tego trochę śmieję, ale wtedy naprawdę bałam się zaufać sobie, mojej intuicji i popłynąć na tej fali. Spróbowałam to zrobić i nic się nie stało. Wszystko było ok. Kurs pomógł mi uporządkować wiedzę dietetyczną i zbudować to, nad czym chcę pracować dalej na terapii. Zaczęłam w maju. Dopiero podczas terapii doszłam do tego, że ja mam w dupie diety, odchudzanie, czystą michę. Ja chcę mieć zasoby na terapię, żeby ruszyć z tymi trudnymi tematami, których wcześniej nie ruszałam, bo ciągle myślałam o jedzeniu. Stwierdziłam, że to walę, chcę być zdrowa i nie ważne czy zgrubnę, czy schudnę. Zaczęłam jeść intuicyjnie, przestałam liczyć kalorie. Wcześniej nie byłam w stanie wypić kawy z mlekiem, bo to “zbędne” kalorie, kompotu w domu, bo ma cukier. Teraz, jak mam ochotę na drożdżówkę, to ją jem. Poza tym, że zaczęłam jeść więcej, to ucięłam treningi.

Kurs Skutecznego Odchudzania

Zbuduj zdrową relację z jedzeniem i schudnij skutecznie!
Sprawdzam kurs

M: To niesamowite, że sobie na to pozwoliłaś. Jak tego dokonałaś?

E: To było nawet trudniejsze niż porzucenie rozpiski. Katowałam się i karałam treningami. To był sposób ucieczki od moich problemów. Trenowałam 6 razy w tygodniu, a w niedzielę i tak miałam wyrzuty sumienia, że odpoczywam. Pamiętam, że napisałam do mojej trenerki, że ja nie mam siły iść na spacer, a co dopiero podnosić ciężary. Było mi bardzo trudno to zostawić, ale się udało.

M: Ty to zrobiłaś Ewa, a nie “się udało”.

E: Tak, zrobiłam to. Jak odrzuciłam restrykcje i ćwiczenia, to zalała mnie fala problemów, od których uciekałam. To było mega ciężkie, bo pojawiły się napady paniki, epizody depresyjne. Kompulsywne jedzenie to był tylko wierzchołek góry lodowej. A w środku była przeszłość, potrzeba bliskości. Zobaczyłam jak bardzo potrzebuję ludzi. Przez te wszystkie lata myślałam, że sobie ze wszystkim poradzę sama. A tak naprawdę czułam się mega samotna. W grudniu było mi już bardzo ciężko, więc postanowiłam skorzystać z farmakoterapii. Bałam się tego, bo myślałam, że przecież jeszcze nie jest tak źle. Ale to była wielka ulga, wszystko ruszyło do przodu. Dzięki KSO, terapii, lekom - nie sądziłam, że mogę być w tym miejscu, w którym jestem teraz. Nie myślę o jedzeniu, o tym ile zjem. Cieszę się posiłkami z rodziną, mogę wychodzić na jedzenie ze znajomymi. Dla mnie też było odkrywcze, że KSO ma odchudzanie tylko w nazwie. W tym kursie nie chodzi o dietę, tylko spojrzenie na swoje granice, emocje, stres, w swoje wnętrze. Zwrócenie się ku sobie, wzięcie odpowiedzialności za siebie. Zrozumienie, że mamy realną władzę i kontrolę nad swoim życiem. Bardzo pomogła mi grupa wsparcia w Kursie. To było świetne, jak pisało się tam o swoich małych sukcesach. Nadal mam na telefonie folder ze screenami swoich sukcesów. Jak pojawiają się myśli o cięciu kalorii albo treningu, bo zjadłam za dużo, to wchodzę w ten folder i patrzę na to, co sama pisałam na grupie. Chcę patrzeć na piękno wewnętrzne, a nie tylko skupiać się na tym, co na zewnątrz.

kurs skutecznego odchudzania

Moje małe, wielkie sukcesy 😊

M: Widać tę ogromną zmianę w Tobie. Nauczyłaś się utrzymywać na tej fali i to jest powód do dumy. Co powiedziałabyś sobie z przeszłości albo osobom, które czują się kontrolowane przez jedzenie i treningi?

Jak skończyć z restrykcjami

E: Żeby zaufać sobie, swojej intuicji, jeść i tyle nie ćwiczyć. Wierzę, że w głębi duszy wiemy, co mamy robić: wejść na tę falę i nie bać się. Bardzo długo zajęło mi, aby dojść do tego momentu, w którym jestem teraz. Jeszcze kilka lat temu nawet nie śniłabym o tym, że wrzucę swój „normalny” brzuch do Internetu. Jestem dumna z tej przemiany, która we mnie zaszła. Szanuję swoje ciało i jestem mu wdzięczna, bo wiele ze mną przeszło: głodówki, mordercze treningi, objadanie się. Kiedy teraz patrzę na swoje ciało, to widzę coś więcej niż tylko wygląd: dzięki niemu mogę odkrywać świat, osiągać cele, doskonalić się i czerpać radość z życia. Kiedy się odchudzałam, to traktowałam swoje ciało, jako największego wroga. Teraz jest moim przyjacielem, dlatego dbam o siebie. Po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Całej rozmowy z Ewą wysłuchasz poniżej

Chcesz się dowiedzieć więcej na temat racjonalnego podejścia do diety?
Dołącz do mojej grupy na facebooku
Autorka: Magdalena Hajkiewicz

Magdalena Hajkiewicz - psychodietetyk, dietetyk i szkoleniowiec. Od sześciu lat rozwija własnego bloga, na którym szerzy wiedzę z zakresu racjonalnego podejścia do odżywiania. Pomaga w stałej zmianie nawyków oraz podejmowaniu świadomych wyborów żywieniowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

magnifiercross