Problem z utrzymaniem masy ciała traktujemy jako skutek nadmiernego spożycia kalorii. I w sferze fizycznej rzeczywiście tak jest. A co jeśli powiem Wam, że z innego punktu widzenia nadwaga nie jest skutkiem, ale objawem? Symptomem złych relacji z jedzeniem, które pielęgnujemy w naszym życiu w postaci myśli? Z psychologicznego punktu widzenia, problem ze zrzuceniem zbędnych kilogramów prawie zawsze zaczyna się w naszej głowie. Bo każdą zjedzoną przekąskę poprzedza myśl, która nas do tego skłania. Ciężko jest więc kontrolować masę ciała bez wewnętrznej kontroli nad procesem jedzenia. Tym ciężej, jeśli przez naszą głowę przewijają się myśli, które nie pomagają nam schudnąć.

1. „Nie mogę schudnąć, bo takie mam geny”

Oczywiście nie kwestionuję istnienia genetycznej tendencji do tycia, bo takie zjawisko rzeczywiście istnieje. Jednak posiadanie genów to jedno, a nasze wybory żywieniowe to drugie. O ile na pierwsze nie mamy żadnego wpływu (i musimy się z tym pogodzić) o tyle o tym, co ląduje na naszym talerzu, decydujemy TYLKO i wyłącznie MY. To nie geny robią za nas zakupy, nie geny jedzą powiększony popcorn w kinie i nie geny kupują czekoladę na pocieszenie. Robimy to my. I robimy to częściej, jeśli wychodzimy z założenia, że nie ma sensu się starać, bo i tak mamy „złe geny”.

2.”Od jednego ciastka jeszcze nikt nie przytył”

O ile na jednym się kończy, to rzeczywiście tak jest. Problem w tym, że tego typu myśl jest furtką do nielimitowanego korzystania z dobrodziejstw stołu, który przed nami stoi. To przekonanie pojawia się wtedy, kiedy pokusy są silniejsze od naszych postanowień. Aby znaleźć logiczne wytłumaczenie dla naszego postępowania, przypominamy sobie, że przecież od jednego kawałka jeszcze nikt nie przytył… po czym zjadamy kolejne dwa.  A wówczas przytyć już można.

3. „Mam dziś kiepski humor, więc mi się należy”

Jedzenie w odpowiedzi na stan emocjonalny wynika z błędnego założenia, że żywność może poprawić nasz humor. Celem pożywienia nie jest radzenie sobie z kiepskim nastrojem, ale dostarczenie energii i składników odżywczych. I oczywiście – możemy użyć niewłaściwego narzędzia do danej sprawy i zatkać cieknący kran puchową watą licząc, że jakimś cudem woda nie wypłynie. Nie rozwiązuje to jednak źródła problemu, a jedynie chwilowo go maskuje. Aby poradzić sobie ze złym humorem, należy rozpocząć pracę nad radzeniem sobie z trudnymi emocjami. Czekolada nam w tym nie pomoże.

4. „Zjem wszystko, bo inaczej się zmarnuje”

Zastanawialiście się kiedyś w którym momencie zapada decyzja o tym, ile zjemy? Wbrew pozorom nie dzieje się to w trakcie spożywania posiłku, ale dużo wcześniej – w momencie nakładania porcji. Przekonanie o tym, aby zjeść całą porcję i nie marnować jedzenia nie jest złe. Jest bardzo dobre pod warunkiem, że pamiętamy o nim przed nałożeniem jedzenia i umiemy wybrać wielkość porcji adekwatną do naszego zapotrzebowania. W innym przypadku to przekonanie będzie powodowało nadkonsumpcję kalorii, a to z kolei – przybieranie na masie.

5. „Nie odmówię sobie tego. W końcu wszystko jest dla ludzi!”

I znów jest tak, że powyższa myśl nie jest zła. Jest dobra w odpowiednich okolicznościach. Używanie jej w sytuacji, kiedy mamy pełną kontrolę nad procesem jedzenia i umiemy rekompensować nadwyżkę kalorii jest OK. Jest jednak bardzo nie OK, kiedy to przekonanie służy nam po prostu jako wymówka w momencie, kiedy nie potrafimy powstrzymać się przed pokusą.

6. „Zacznę dietę, kiedy skończą się wszystkie okazje do podjadania”

Uwierzcie mi – okazje do podjadania znajdą się zawsze i wszędzie. Tym bardziej, kiedy będziemy nastawieni na to, aby je dostrzegać. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości  i wszystkich nadchodzących okazji do biesiadowania. I bardzo dobrze, bo to nie jest nam do niczego potrzebne. Sama okazja nie sprawia przecież, że ciasto ze stołu wpada do naszego żołądka. Jest to nasza świadoma decyzja o tym, że mimo poprzednich założeń, postanawiamy zjeść dodatkowe 400 kcal i tym samym akceptujemy wszystkie tego konsekwencje.  Dopóki nie dopuścimy do siebie myśli, że to my mamy kontrolę – nigdy nie nie będziemy jej mieli. 

7. „Dziś jest ostatni raz, kiedy to jem”

…a potem nagle mija pół roku od kiedy jutro rano idę biegać 🙂 Czy myśl o tym, że od jutro czekają nas ograniczenia, motywują nas do odchudzania? Oczywiście, że nie. I ile razy postawimy sobie za cel całkowitą rezygnację z ulubionych produktów, tyle razy życie zweryfikuje fakt, że to założenie nie działa. Bo takie podejście nie może działać na całe życie. Dopóki nie uświadomimy sobie, że odchudzanie to proces, a nie wynik – nie będziemy w stanie dobrze go zaplanować i skorzystać z odpowiednich założeń, które działają długofalowo.

8. „Zjem dokładkę bo cioci będzie smutno”

W tym podpunkcie stąpamy po grząskim gruncie relacji międzyludzkich. Jednak podobnie, jak w punkcie trzecim – mamy tu do czynienia z dysfunkcyjnym założeniem. Twierdzenie, że jedzenie jest środkiem do wywoływania określonego nastroju  nie ma prawa wywołać. Cioci będzie smutno, jeśli złamiemy obietnicę, niesłusznie wytkniemy jej błąd lub ją obrazimy, a nie wówczas kiedy postąpimy zgodnie z naszą fizjologią. Trzeba to po prostu cioci wytłumaczyć, że odmowa dokładki  nie wynika z braku sympatii , a z poczucia sytości po posiłku :).

9. „Nie patrzę na to co jem, bo mam trudny okres w życiu”

I z pewnością poprawi się, kiedy w naszej diecie znajdą się nadprogramowe kalorie z przekąsek 🙂 Rozwiązaniem tej sytuacji będzie po pierwsze – zdefiniowanie wszystkich problemów składających się na całokształt, po drugie – znalezienie dla nich rozwiązań, po trzecie – wdrożenie ich w życie. Jeśli podczas analizy okaże się, że naszym problemem jest zbyt niskie spożycie niezdrowej żywności, wówczas jedzenie „byle czego” rzeczywiście będzie rozwiązywało nasz problem. W innym przypadku niestety nie…

10. „Poćwiczyłam, więc mi wolno mi zjeść coś słodkiego”

Generalnie to zawsze wolno nam zjeść coś słodkiego. Przecież nikt nie stworzył do tej pory „kodeksu życia”, w którym byłoby napisane, że jedzenie słodyczy jest surowo zakazane. Pytanie tylko po co? Jaką korzyść przyniesie nam to, że kalorie spalone podczas treningu skompensujemy poprzez zjedzenie cukru? Czy przybliży nas to do celu, jakim jest utrata masy ciała?

11. „Ruszyłabym się, ale nie mam z kim”

O ile nie mamy w planach chodzenia po pustym lesie w środku nocy, o tyle obecność drugiej osoby wcale nie jest konieczna, aby rozpocząć trening. Wiadomo, że w towarzystwie jest łatwiej i nie ma w tym nic złego. Jeśli jednak przed rozpoczęciem aktywności rzeczywiście blokuje nas tylko brak towarzystwa (a nie nasze lenistwo) – podejmijmy działania w kierunku znalezienia towarzysza boju. W XXI wieku to naprawdę nie jest już żaden problem.

PODSUMOWANIE

Jeśli spojrzymy na swoje przekonania z szerszej perspektywy, okazuje się że wcale nic nas nie powstrzymuje, aby stracić zbędne kilogramy. Rozróżnianie myśli i przekonań od rzeczywistości to naprawdę wartościowa umiejętność, która likwiduje większość przeszkód na naszej drodze. Mając świadomość myśli, które blokują nas przed działaniem, podejmijmy kroki aby usunąć je ze swojego życia.